We Francji politycy kochają Twitter histerycznie. Aż się robią z tego smakowite kąski. Pewna pani polityk tak sobie ukochała Twitter, że co rusz coś twittuje. A to … fotki zawoalowanych od stóp do głowy współrodaczek napotkanych na ulicy czy na plaży. (Ach jak to robi furorę w sezonie ogórkowym).

Raz tak się zapędziła, że prawie taką woalkę kobiecie zerwała. Ale cały czas twittowała. A jej publika twitterowa w miedzyczasie rosła. Ale pani minister było mało. Te 5 minut mediatycznej sławy i 100 000 uczciwie zapracowanych followersów.

Nagle znikąd doszło jej kilkadziesiąt tysięcy nowych obserwujących. Doszło, a nic „ciekawego” na jej profilu się nie działo. Jak szybko doszło, tak szybko odeszło. Gdy narobiło się wokół tego trochę szumu. Sprawiedliwość trzeba oddać kobiecie, że pierwszych 100 000 followersów dorobiła się uczciwie, rzetelną pracą. Nie oszczędzającwłasnej osoby, rzucając się w wir rękoczynów.


Ale Nadine Morano (bo to o niej mowa, nie jest tu sama). Ostatnio przyłapany za rękę został mało znany doradca pana prezydenta Hollanda, który też followersów na Twitterze sobie dokupił. Pewnie zamarzyła mu się większa sława i jakis bardziej mediatyczny stołek. Ryzyko jest wkalkulowane w grę polityczną. Pokusa kupienia followersów gdzies w Bangladeszu jest silna, bo zawsze to jakiś argument w grze politycznej.

A to juz pewnie inne oblicze Francji.

 Caly tekst znajdziecie we wpisie Pokochaj Twitter. Ploteczki z Francji.

https://www.facebook.com/vademecumblogerahttps://twitter.com/HARDASKAhttps://plus.google.com/113589991481358500540/postshttp://www.pinterest.com/hardaska/

Zapisz się na Newsletter o Paryżu i nauce francuskiego

Close