NAUKA FRANCUSKIEGO NAUKA JEZYKOW OBCYCH

Jak szybko nauczyć się języka obcego?

NAUKA JEZYKOW OBCYCH VIDEO
Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

TRANSKRYPCJA NAGRANIA

Jak nauczyć się języka obcego, niekoniecznie francuskiego, ale generalnie języka obcego: szybko, dużo szybciej, może nawet w kilka miesięcy?

No i oczywiście to jest kwestia tak zwanego zanurzenia się w danym języku.

No i oczywiście pytanie: czy jest to w ogóle możliwe?

Na pewno nauczenie się szybko języka jest możliwe, kiedy wyjeżdżamy za granicę. Bo wtedy jesteśmy bombardowani ze wszystkich stron tym właśnie językiem. To jest kwestia takiego zanurzenia i ulepszania swojej znajomości danego języka na różnych poziomach. Bo z jednej strony: i słuchamy, i odważamy się rozmawiać, komunikować z innymi ludźmi. Bo czy mamy inny wybór?

To jest taka bardzo naturalna motywacja. Bo człowiek ma potrzebę rozmawiania z drugim człowiekiem. W momencie, kiedy jest otoczony ludźmi, którzy mówią tylko w obcym języku przechodzi sam siebie, zdobywa się na odwagę i nie mówiąc w danym języku zaczyna mówić w danym języku. Fenomenalne, ale tak w praktyce to działa.

I rzeczywiście to jest taka idealna metoda uczenia się języka obcego, czyli jak najgłębsze zanurzenie się w danym języku.

Rzeczywiście pobyt w obcym kraju i praktykowanie danego języka w terenie rzeczywiście bardzo mocno ułatwia naukę tego języka obcego.

Mogę powiedzieć, że kiedy zaczynałam uczyć się języka francuskiego, uczyłam się go pobierając lekcje prywatne, jedna trwająca 45 min lekcje tygodniowo.

Po roku takiej systematycznej nauki – byłam bardzo zmotywowana, ale miałam poczucie, że w zasadzie nic nie jestem w stanie powiedzieć po francusku. Owszem znam kilka słówek na krzyż, ale postawiona w realnej sytuacji niewiele z tym byłam w stanie zrobić.

Ale po roku takiej nauki na sucho, miałam okazję wyjechać na miesiąc do Francji, do francuskiej miejscowości la Salette (cudowne miejsce). Tam pracowałam jako wolontariusz (to były troszkę inne czasy: nie można było tak sobie wyjechać, studiować, czy pracować za granicą), wiec wyjechałam i pracowałam jako wolontariusz (i sprzątałam hotelowe pokoje – C’est la vie).

Ale przy tej okazji miałam możliwość zanurzenia się w języku francuskim (który dotychczas zgłębiałam tylko czysto teoretycznie). No i przede wszystkim miałam możliwość kontaktu z obcokrajowcami: z Hiszpanami, z Włochami, ale też z Francuzami. Wszyscy rozmawialiśmy między sobą po francusku. To był ten język, którego wszyscy się uczyliśmy, czyli który w tej konkretnej sytuacji był jedynym wspólnym językiem, który znaliśmy. Co prawda w moim przypadku: ja tego języka zupełnie nie znałam. Przynajmniej w momencie, kiedy tam trafiłam.

Ale to, co jest najważniejsze i najfajniejsze w zanurzaniu się w obcym języku. Bo człowiek jest istotą społeczną: kiedy musi się dogadać, to będzie się dogadywać.

Na początku rękoma i nogami. Ale kiedy te zaczynają boleć … w tym momencie używa końcówki języka za przewodnika. To zmusza go do wychodzenia z bezpiecznej strefy komfortu. No a wtedy idzie na całość.

Sama po tym miesiącu zanurzenia w języku francuskim, wróciłam we wrześniu do Polski. Znowu wróciłam do moich regularnych lekcji języka francuskiego z moją panią Jadwigą, którą serdecznie pozdrawiam.

I wiecie co: na pierwszej lekcji po prostu moja pani od francuskiego nie wierzyła własnym uszom. Bo ja zaczęłam mówić po francusku, kiedy przed wakacjami co najwyżej tylko dukałam.

Dlaczego? Co się wydarzyło?

Wystarczył mi miesieczny pobyt za granicą i …

te bazy, które zdobyłam w ciągu jednego roku takiej naprawdę niezbyt intensywnej nauki języka, bo w rytmie jedna lekcja tygodniowo. Kiedy nauczyłam się jakichś podstawowych czasowników, podstawowych informacji gramatycznych. Ale wszystko to było takie nieuporządkowane. To gdzieś tam dzwoniło w jakimś kościele, ale nie wiadomo w jakim. Jak to mówiła moja pani od matematyki, kiedy ktoś przychodził blady jak ściana do tablicy, drętwiał i był bliski omdlenia, bo posiadana wiedza nie pozwalała mu na poczuć się w danej sytuacji bardziej komfortowo.

Natomiast właśnie to, że zanurzamy się w danym języku sprawia, że to, czego kiedyś uczyliśmy się, te słówka, które gdzieś tam kiedyś widzieliśmy, one się ugruntowują.

Jakby te szufladki, w których zostały poukładane szybciej się otwierały, czy jak byśmy szybciej znajdowali te słówka, które gdzieś tam kiedyś nam mignęły, czy gdzies otarły się o naszą pamięć. Ale po takim zanurzeniu, one już jakby automatycznie są dostępne – jak na zawołanie.

Bo język jest narzędziem.

Im częściej, im bardziej regularnie posługujemy się danym narzędziem, tym sprawniej się nim posługujemy. Tym coraz bardziej stajemy się wirtuozami w danym języku.

To dotyczy wszystkiego. To dotyczy chociażby szydełka. To dotyczy również języka ojczystego – polskiego: ta prawidłowość sprawdza się również tu: im więcej piszesz, tym będziesz lepiej pisać. Czy innych dziedzin:

Im częściej starasz się zabierać głos publicznie, tym łatwiej będzie Ci przychodzić i wychodzić wysławianie się. A trema prawdopodobnie coraz mniej będzie Cię nękać, czy przynajmniej będziesz wiedział jak ją poskromić.

Ale tu przede wszystkim chodzi o to, że te słówka które masz, ten zasób słownictwa, który masz: im bardziej go używasz, tym bardziej się on ugruntowuje, tym łatwiej Ci te słówka przychodzą na myśl.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, która stanowi ogromną blokadę przy nauce języka obcego – czyli to, kiedy sobie sami mówimy: ja nie mam zdolności do języków obcych.

Miałam taką blokadę. Ale jestem niepoprawną gadułą, więc … na emigracji musiałam ja w sobie przełamać, żeby mieć z kim rozmawiać.

Powiem szczerze, że….

Miałam blokadę wyniesioną ze szkoły.

Bo wiecie wiecie, jak to jest: kolejny przedmiot, którego może już się nie chce człowiekowi uczyć. Bo w zasadzie po co… Kiedy tak chciałoby się: w moich czasach pobiegać po podwórku, dzisiaj pewnie – posiedzieć przed komputerem i pograć w jakąś grę.

Pewnie dlatego z moich doświadczeń szkolnych wyniósłam takie przekonanie, że nauka języka obcego jest taka męcząca. Składa się na nia mozolne wkuwanie słówek, jakiś czasów gramatycznych. Jakie to jest niewdzięczne i jak szybko się to zapomina, raptem po kolejnej klasówce, do której podchodziło sie na zasadzie: zakuć – zaliczyć – zapomnieć, czyli metoda 3Z. Nie polecam. Bo właśnie w nauce języka obcego trzeba robić coś zupełnie przeciwnego.

Właśnie nie metoda 3Z, tylko metoda ciągłego zanurzania się w danym języku. Po to, żeby nawet to, o co kiedyś, gdzieś się otarliśmy, np jakieś słówko miało kolejną szansę, żeby się nam przypomnieć. Czy może tak obrazowo, przyjmując ta metaforę – szufladkowania wiedzy: żeby kolejne słówko do kolekcji miało okazję wyjść z jakiejś dolnej, zapomnianej szuflady i wyjść na wierzch. No i żeby w przyszłości naszej pamięci łatwiej było je odnajdywać.

Czyli tutaj mamy 2 rzeczy: Nie stawianie sobie samemu przeszkod w postaci ograniczających przekonań o samym sobie, typu: ja i tak się tego nigdy nie nauczę (więc po co) i maksymalne zanurzenie w danym języku obcym, czyli niestrudzone szukanie z nim kontaktu w każdej możliwej sytuacji.

A ponieważ żyjemy w fantastycznych czasach, mamy fantastyczne możliwości zanurzenia się w dowolnym języku obcym, czy chociażby słuchania filmów na youtubie w ich oryginalnej wersji językowej. To na pewno poszerza słownictwo i ułatwia rozumienie danego języka obcego.

Ale to też jest tylko taka jego znajomość pasywna. Bo żeby ten mechanizm się włączył, potrzeba w przenośni naoliwić znajomość aktywną danego języka, czyli próbować stosować go w praktyce. Więc np samodzielnie stawiać sobie zdania typu: postaram sobie w głowie, po cichu, czekając na autobus, czy jadąc pociągiem powiedzieć 10 zdań na temat np. mojego życia, na temat mojego zawodu, na temat mojej ulubionej pracy, jak wygląda mój pokój…

W tym momencie po prostu szukam w zasobach słownictwa, które już posiadam, a jeżeli jeszcze nie posiałam to przygotowuję sobie zasób słownictwa. A dalej staram się nim „obracać” w obmyslanych cichaczem w głowie zdaniach, które będę samodzielnie tworzyć, ale też dzięki nim utrwalać bardziej aktywnie porcję danego słownictwa.

Inną metodą jest poszukanie sobie rozmówcy, czyli osoby która będzie ze mną rozmawiać w danym języku.

Tutaj oczywiście idealną opcją jest wyjazd za granicę, czy choćby krotki pobyt za granicą, który zmusi do wyjścia ze strefy komfortu, do odważenia się, przełamania i wypowiedzenia swojego pierwszego zdania w obcym języku.

Powodzenia

Pozdrawiam serdecznie

Beata Red Redzimska

VISIT PARIS LEARN FRENCH NAUKA FRANCUSKIEGO

VISIT PARIS LEARN FRENCH NAUKA FRANCUSKIEGO

VISIT PARIS LEARN FRENCH NAUKA FRANCUSKIEGO

VISIT PARIS LEARN FRENCH NAUKA FRANCUSKIEGO

VISIT PARIS LEARN FRENCH NAUKA FRANCUSKIEGO

 


Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

O AUTORZE

BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb.

Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu.

Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności.

Jestem tu po to, by pomóc Ci zgłębić tajniki języka francuskiego, rozsmakować się w nim. Opowiadam historie, które pomogą Ci lepiej zapamiętać francuskie wyrażenia.

Czasami rozśmieszę lub zmotywuję.

Znajdziesz mnie również na Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o moim życiu w Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.