NAUKA FRANCUSKIEGO

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.
Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Wymyśliłam sobie taką serię sympatycznych francuskich wyrażeń ze zwierzętami.

Na pierwszy ogień oczywiście poszedł kogut – symbol Francji. Ale nie zrozumcie mnie źle – na pierwszy ogień, wcale nie znaczy na pyszny rozgrzewający rosołek…

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Symbol Francji – kogut, czyli le coq.

Bo podobno kogut to jedyny ptak, który radośnie wyśpiewuje z umorusanymi w błocie łapami. A Francuzi nawet jeśli sporo narzekają, tutaj może jeszcze bardziej zawężając to geograficznie – paryżanie, bo i warunki pogodowe same się o to proszą.

Ale mimo to Francuzi to naród w głębi ducha południowy, który lubi rozkoszować się smaczkami życia, uciechami stołu, niekoniecznie pysznego rosołu, czy nawet nie tak historycznie już tylko im przypisywanymi rozkoszami żabich udek.

Ale po prostu Francuzi lubią dobre rzeczy (paryski szyk i luksusowe marki modowe), dobre smaki, wino i podchrupującą bagietkę, dobrze, bez pospiechu przeżyte chwile, np na tarasach miejskich kafejek, popijając kawę i wczytując się w codzienną gazetę.

I jak ten kogut potrafią cieszyc się chwilą, codziennym zwyczajnym życiem, w pewnym sensie tak symbolicznie śpiewać – nie patrząc, na jakim w danej chwili znaleźli się gruncie, choćby z nogami umorusanymi w błocie…

Bo życie jest warte przeżycia dla każdej kolejnej chwili…

No ale tu mam taki koguci smaczek – i wcale nie mówię rosołek, ale ….

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Dlaczego kogut wyśpiewuje wniebogłosy od samego rana?

Od zamierzchłych czasów, kiedy tylko na niebie pojawia się pierwszy poranny promyk słońca, kogut pchany nieomylnym instynktem, poczuwa się do wypełnienia swojego zacnego obowiązku: postawić na nogi całą wioskę, hej ho hej ho do pracy by się szło…

Śpiewać każdy może, jeden lepiej drugi gorzej…

I kogut rozkracza swój rozkoszny dziubek i zaczyna wydzierać się wniebogłosy, wyrywając ze snu z przytupem, choć w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku swoich gospodarzy.

Ale gorzej jeśli taki ambitny kogucik ma lokalną konkurencji, zmora dla koguciego ego, rozbuchanego testosteronem.
Wtedy rzeczywiście można mieć wrażenie, że jeden kogut z drugim przekrzykują się wzajemnie i nie dają uczciwym ludziom pospać…

Ale to wszystko jest uwarunkowane kogucią ambicją i wynika z naturalnej potrzeby dbania o status społeczny (przecież na tym tle niektórym ludziom woda sodowa też potrafi uderzyć do głowy).

A ambitny kogut jeden przekrzykujący drugiego – poranna zmora dla nocnych ptaków – walczy o to, by wznieść się na koguciej drabinie społecznej i zająć na niej jak najwyższy szczebel.

To kogucie pienie pełni bardzo ważną funkcję. Kogut bowiem zaznacza w ten sposób swoje terytorium. To znaczy im głośniej potrafi zapiać i przekrzyczeć sąsiadów, tym większym poważaniem będzie się cieszył wśród swoich współziomków.

W ten sposób ustala się naturalna hierarchia ważności pomiędzy kogutami z sąsiedztwa. Co ma ten skutek uboczny, że kiedy w okolicy mieszka kilku ambitnych kogutów co rano toczą między sobą pojedynek na głosy, by ustalić lokalną hierarchię ważności.
Który z nich wzniesie się na wyżyny ogłuszających decybeli, by w ten sposób zaspokoić swoją potrzebę lokalnego przywództwa…

Ach jak to pewnie mile głaszcze kogucie ego. Mniejsza o to, że byłby z niego pyszny rosołek.

Z drugiej strony takie poranne i nie tylko poranne wokalizy dowodzą kurkom z jego kurnika, że samcowi dopisuje forma i może zaspokoić ich – tzn raczej swoją potrzebę uwarunkowaną przerostem testosteronu, a jednocześnie zapewnić przetrwanie rodziny i gatunku.

To też wyjaśniałoby, dlaczego kogut śpiewa dalej przez cały dzień… Ale tym razem już nie robi tego z potrzeby ustalenia sąsiedzkiej hierarchii ważności. Tylko nazwijmy to w celach uwodzicielsko – prokreacyjnych. Czy po prostu celem potwierdzenia swojej męskości w swoim podwórkowym haremie i przekonania swoich samiczek, że będzie z niego dorodny – i znowu nie rosolek (coś tęsnię za rodzimą kuchnią) – tatuś.

Ale ślady kogucika znajdziemy np w takim dość kontrowersyjnym francuskim wyrażeniu:

fier comme un pou – dumny jak wesz

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Bo Francuzi mówią: dumny jak wesz, czyli fier comme un pou.

I właśnie o ile w zasadzie trudno byłoby dopatrzeć się jakiś porażających zasobów dumy na poziomie tego niewielkiego, bo raptem mierzącego 3 mm robaczka – pasożyta, cichaczem przemykającego się pomiędzy podstawą włosów i uporczywie (z namolną konsekwencją) podgryzającego nas tu i ówdzie…

U zarania tego francuskiego wyrażenia leżała nie pospolita wesz, tylko zadziorny i pyszny kogucik. Z łacińskiego słowa pullus – jeune coq – młody kogut.

Bo z kolei młodziutkiego, acz uszczypliwie zadziornego kogucika o wiele łatwiej oskarżyć o przerost ambicji i dumę, na co również wskazuje jego poranne pieniactwo.

Pozostając w koguciej rodzinie:

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Dlaczego Francuzi mówią: une poule mouillée – czyli tchórz, cykor, mamisynek a w dosłownym tłumaczeniu mokra kura.

une poule mouillée

No ale ta francuska mokra kura w języku potocznym oznacza tchórza, cykora, osobę nieśmiałą, pewną obaw, której brakuje przebojowości… I to raczej nie jest komplement.

Quoi, t’es une poule mouillée? Co tchórzysz?

Ale co ma kura i do tego jeszcze przemoczona do tchórzliwości?

O ile kogut jest – był synonimem pewnej takiej zadziorności, to z kolei kura i to również w języku polskim funkcjonuje jako znak pokory, ugodowości, może nawet w pewnym sensie biernego godzenia się na swój los – kura domowa.

Kura – niezależnie od języka (zwykła przydomowa, podwórzowa) na pewno nie jest symbolem odwagi, bardziej jej zaprzeczeniem (od puszenia się i pozowania na bardziej bojowego i zadziornego niż w rzeczywistości jest kogut).

Kura jest zwierzęciem z natury potulnie godzącym się na swoje miejsce na grzędzie, czy w tzw szeregu.

Podobnie jest w języku polskim, gdzie kura funkcjonuje choć w trochę innym wyrażeniu – kura domowa. Ale też oznacza osobę sumiennie, ale dość biernie i potulnie wpisującą się w narzuconą jej społecznie rolę – kapłanki domowego ogniska, potulnie odrabiającej jedna za drugą co bardziej niewdzięczne prace.

I jakoś tak kura, jako stworzenie dobroduszne i potulne nie jest otoczona szczególną aurą chwały, czy bojowości.

Ani też w powszechnej opinii nie grzeszy ani odwagą, ani inteligencją.

Bo od pokazywania mięśni jest zadziorny i czasami szczególnie pyszniący się kogut (ach ten testosteron).

No ale tu można by się zastanawiać, dlaczego w tym wyrażeniu kura jest dodatkowo zmoczona, czy mokra.
I to nie jest mokra Włoszka z krwistym temperamentem – czyli z fryzurą, która dodaje animuszu, bo pomaga identyfikować się z przebojową kobietą z południowym temperamentem …

Bo tutaj w ogóle nie chodzi o zmoczenie – słówko mouillée wywodzi się od łacińskiego czasownika molliare – rozmiękczyć – czyli po francusku – amollir,

czyli nie dość, że kura, to jeszcze rozmiękczona,

Więc dość łatwo doszukać się tu analogii, kiedy ktoś spuści z tonu, wypuści z siebie parę, kiedy ta tym bardziej poszła w gwizdek, spuści po sobie uszy i będzie cicho siedział na swojej grzędzie, jak ta mysz pod miotła.

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

A o myszy mam tu takie fajne francuskie wyrażenie:

La montagne qui accouche d’une souris – góra, która zrodziła myszkę.

Bo Francuzi mają takie malownicze powiedzenie: góra, która zrodziła myszkę.

Góra, z której zrodziła się jedna malutka myszka, czyli niewspółmierny efekt końcowy do zaangażowanej energii, środków czy wyjściowej mocy góry. Czyli wyrażenie oddające rozczarowanie wynikiem, jego niewspółmierność do tego, czego wypadałoby się spodziewać na podstawie sytuacji wyjściowej, zaangażowanej energii, czy raczej szumnie zapowiadanych obietnic.

Z jednej strony góra, z drugiej – wychodząca, jako efekt jej wysiłków – niepozorna, bojaźliwa i ważąca góra 50 g malutka myszka, cichutko wymykająca się gdzieś spod przeogromnej góry.

O ile wiara może przenosić góry. O tyle mała myszka jako efekt końcowy wysiłku takiej górującej ponad terenem obfitości materiału na pewno jest swoistym rozczarowaniem.

Metafora zaczerpnięta od starożytnego poety Horacjusza, wykorzystana przez La Fontaine w jednej z jego bajek. Z czasem stała się swego rodzaju przysłowiem, czy malowniczą metaforą do zobrazowania rozczarowania efektem końcowym, niewielkim i niewspółmiernym do wyjściowych planów, czy zakładanego na starcie rozmachu projektu.

Bo wyobraźcie sobie tylko osobę snującą ambitne plany, obiecującą sobie i innym bardzo dużo po czymś… Ale cóż, kiedy cała para pójdzie w gwizdek i z takiego ochoczego bicia piany docelowo wychodzą przysłowiowe nici. Francuzi mówią na to: du vent – wiatr, albo „la montagne qui accouche d’une souris”.

Bajka La Fontaine:

Une montagne en mal d’enfant
Jetait une clameur si haute
Que chacun au bruit accourant
Crut qu’elle accoucherait, sans faute,
D’une cité plus grosse que Parie;
Elle accoucha d’une souris.
La Fontaine, Fables, livre V/X (1668)

Góra pragnęła spłodzić dziecko.
Wydawała z siebie taki pomruk.
Każdy na podstawie dochodzącego hałasu
Nie miał wątpliwości, że zrodzi się z niej
Miasto większe od Paryża;
A ona urodziła myszkę.

Albo inny przykład zastosowania tego wyrażenia:

En ce qui concerne les chiffres évoqués actuellement par la Commission, on peut dire que la montagne a accouché d’une souris.
Jeśli chodzi o wartości wspomniane obecnie przez Komisję, należy stwierdzić, że góra urodziła mysz. Obiecanki, cacanki…

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

oiseau de mauvais augure – zły znak

Bo Francuzi mają takie wyrażenie: oiseau de mauvais augure – zły znak

Gdzie słowo augure oznacza wróżbę.

Słowo augure wywodzi się od łacińskiego augur, które oznaczało duchownego, swoistego szamana, który na podstawie najróżniejszych znaków na ziemi i na niebie (najczęściej za sowitą zapłatą, albo w zamian za regularną pensję) przepowiadał przyszłość.

un mauvais augure oznacza więc zły znak.

Ale co w tym wyrażeniu robi słowo ptak?

Ale zastanówmy się: jak często symbol ptaka powraca, czy to w kinematografii, czy w literaturze. A w tym momencie podświadomie już wiemy, że od tego momentu może w sielankowej dotąd historii miłosnej zaczną pojawiać się komplikacje…

Czarny ptak to taki znak umowny, który w tym symbolicznym znaczeniu ma historyczne uwarunkowania.

Czarne kruki, które zbierają się nad polem bitewnym i wyczekująco zaczynają krakać, albo co gorsza zataczać złowrogie kręgi …
Rozdzierający krzyk czarnego ptaka, który rozbrzmiewa z kart książki, czy w filmie po to, by podświadomie zasiać w widzach niepokój, jako znak, że w tym momencie w opowiadanej historii dokona się mniej lub bardziej dramatyczny zwrot akcji.

Ale etymologia i tego wyrażenia i tych podświadomych skojarzeń sięga czasów, kiedy ówcześni duchowni, czy może bardziej szamani, specjaliści od czarnej magii, czy swoiści naciągacze, magicy od czytania znaków na ziemi, czy na niebie, które niby miały pokazywać przyszłość,

Czy może tacy ówcześnie spece od marketingowego naciągania i przekabacania, czy przekonywania do swoich usług.

No ale właśnie co ma piernik do wiatraka, czy co ma ptak do złych przepowiedni i przysłowiowego wróżenia z fusów.
Otóż właśnie taki ówczesny duchowny, szaman, wróżbita wysuwał swoje przepowiednie (może w rzeczywistości wyssane z palca przepowiednie, albo wręcz przeciwnie poparte naukowymi odkryciami, nieznanymi prostej gawiedzi) i robił to spektakularnie na podstawie lotu ptaka….

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Kolejne francuskie wyrażenie:

reprendre du poil de la bête – odzyskać siły, wyzdrowieć

Francuskie wyraźnie odnośnie powrotu do zdrowia i nabierania kolorów, czyli:

reprendre du poil de la bête – nabrać sił, ale w dosłownym tłumaczeniu – zabrać włos bestii:

prendre – czyli brać,
a z przedrostkiem – re – oznaczającym powtórzenie – wziąć ponownie – odebrać – reprendre
poil – sierść
la bête – bestia (La Belle et la Bête – tytuł Disneyowskiej bajki Piękna i Bestia)

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

Ale skąd wzięło się to dziwaczne powiedzenie?

I tutaj właśnie znajduje oddźwięk starodawne przekonanie, że trzeba położyć włos sierści zwierzęcia, które ugryzło, żeby rana się zagoiła, czy żeby szybciej mogła się zagoić.

Co z kolei na pewno – mam tu na myśli – wyrwanie włosa z sierści bestii, która wcześniej dość mocno ugryzła, pobodla, czy podeptała, wymagało energetycznego zwrotu akcji, ponownego stanięcia na nogi, może po uprzednio stoczonej wyczerpującej walce.

A na pewno zdobycie tego włosa z rzeczonej sierści – wymaga odwagi, ponownego zmierzenia się z bestią, stanięcia z nią oko w oko.

Bo spróbujmy tylko wyobrazić sobie tę sytuację. To tłumaczyłoby jak najbardziej pozytywne znaczenie tego wyrażenia – nabrać sił, odzyskać energię,

Może być odebrać jako komplement i to nawet taki, który mile głaszcze pod włos: – i tu też pojawia się tak symbolicznie słówko poil – włosy, czy sierść.

flatter dans le sens du poil – mile głaskać, wcale nie pod włos, tylko właśnie zgodnie z kierunkiem włosa. ⁣
reprendre du poil de la bête – nabrać sił, odzyskać energię.

Oh, mais tu as repris du poil de la bête.
O, jak miło, ponownie nabrałeś sił, czyli dobrze wygladasz.
Ot i cała historia.

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

une tête de linotte – trzpiot, trzpiotka

Francuzi mają takie urocze wyrażenie, którego odpowiednikiem w pewnym sensie, albo wprost nasz ptasi móżdżek. A właściwie malutki móżdżek uroczego ptaszka rozsmakowanego w ziarenkach lnu.

une tête de linotte – trzpiot

I tutaj ten tytułowy linotte – po polsku makolągwa, czyli malutka i skądinąd rozbrajająco rozkoszna ptaszyna, ale też istny ptasi móżdżek.

No ale dlaczego une tête de linotte?

Bo to Bogu ducha winne zwierzątko – ptaszyna w swojej nieświadomości, czy poprzez swoje beztroskie podejście do życia – relax, take it easy, wije sobie gniazdko na szybko, na przysłowiowe łapu capu, nie za wysoko (bo po co?), nie za bardzo starając się schować je i swoje potomstwo przed drapieżnikami, co w efekcie naraża je na krwiożercze szczęki okolicznych zwierzątek mięsożernych.

Tym bardziej, że dorosły okaz z tego gatunku osiąga co najwyżej jakieś 15 – 20 g żywej wagi, co pozostawia raptem kilka gramów na mózg.

No i tutaj taka dość charakterystyczna dla języka francuskiego konstrukcja lingwistyczna z użyciem słowa głowa:
Co raczej nie oznacza pochwały, bardziej wprowadzenie danego osobnika do odpowiedniej, odpowiednio napiętnowanej grupy:

tête de cochon – świnia głowa dosłownie, czyli barania głowa, uparciuch
tête de lard – głowa prosiaka, czyli – ośli łeb, zakuta głowa, uparciuch, pusta pała, kapuściany łeb przygłup
tête de mule – głowa muła czyli uparciuch
tête de turc (souffre-douleur) – głowa Turka – dosłownie – co znaczy kozioł ofiarny
tête de piaf – głowa wróbelka, czyli podobnie zakuty łeb, ptasi móżdżek – piaf, czyli wróbel +
une tête de linotte = cervelle d’oiseau – ptasi móżdżek

Ugh, ils leur faudra tout de même une tête de turc.
I tak potrzebowalibyśmy jakiegoś kozła ofiarnego.

Francuskie wyrażenia ze zwierzętami.

mettre la charrue avant les bœufs

Francuskie wyrażenie mettre la charrue avant les bœufs w dosłownym tłumaczeniu – postawić pług przed wołami.
co wskazuje na złą chronologię / złą metodę pracy – une mauvaise chronologie / méthode de travail
– działanie podjęte zbyt szybko, bez głębszego przemyślenia całej sprawy – une action menée trop rapidement, sans réflexion

Co brzmi co najmniej absurdalnie. Próbując wyobrazić sobie tę scenkę rodzajową, czy raczej cofając się do czasów, kiedy rolnik w pocie czoła uprawiał rolę pługiem ciągniętym przez woły.

I właśnie tu chodzi o metaforę, która zdemaskuje, czy wytknie kolący błąd, złą chronologię w czyimś rozumowaniu, czy po prostu zła metodę zastosowana przy realizacji danej pracy.

No bo jak ten pług ma orać pole, skoro postawiono go przed wołami, kiedy to te mają go ciągnąć.

Wyrażenie choć odwołuje się do rustykalnych i zamierzchłych czasów do dzisiaj funkcjonuje w języku francuskim – jako metafora, która potrafi nadać swoisty smaczek mniej lub bardziej intelektualnej dyskusji.

Il est donc inacceptable de mettre la charrue avant les bœufs.
Nie można stawiać całej sprawy na głowie, to nie do przyjęcia.
Est-ce que ce n’est pas mettre la charrue avant les bœufs?

Czy to nie stawianie sprawy na głowie?
Il ne faut pas mettre la charrue avant les bœufs. Proszę nie odwracać kota ogonem.

A ja pozdrawiam serdecznie

Beata 


Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

O AUTORZE

BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb.

Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu.

Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności.

Jestem tu po to, by pomóc Ci zgłębić tajniki języka francuskiego, rozsmakować się w nim. Opowiadam historie, które pomogą Ci lepiej zapamiętać francuskie wyrażenia.

Czasami rozśmieszę lub zmotywuję.

Znajdziesz mnie również na Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o moim życiu w Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.