Francuska literatura współczesna: Elegancja jeża

Kilka lat temu, w moim miasteczku, na burżuazyjnych przedmieściach Paryża głośny był taki dramat rodzinny:.

4 osobowa rodzina tzw- sans histoire – popełniła zbiorowe samobójstwo.

Jak do tego doszło?

Z pozoru rodzina bez problemów, mieszkająca w eleganckiej dzielnicy, odcinająca kupony od rodzinnych dóbr i inwestycji (zgromadzonego od pokoleń kapitału – tzw rentier – czyli żyjący z la rente, czyli z odsetków od posiadanego kapitału, nieruchomości, czy inwestycji giełdowych).

Tyle, ze w tzw międzyczasie przyszedł kryzys: inwestycje – w zmienionym kontekście – okazały się być źle ulokowane.

Rodzina uchwyciła się pozorów by zachować pozory pewnej przynależności społecznej:

By utrzymać swoją rangę – TENIR SON RANG.

Przez jakiś czas ogromnym wysiłkiem te pozory udało się im zachować.

Oszczędzając na podstawowych produktach po to, by nastoletnia córka mogła pokazać się w elitarnej szkole średniej w markowych ciuchach.

Ja chyba nigdy nie zrozumiem tej hierarchii wartości, ale dla niektórych to jest właśnie esencja życia.

Na tym oparty jest marketing luksusowych marek, czy ludzki snobizm.

Ale to nie przyniosło rozwiązania sytuacji….

Ojciec rodziny postanowił stawić czoła trudnej sytuacji finansowej – w swoim pojęciu – poprzez jedyne pozostające wyjście z honorem (paradoks całej tej sytuacji). Biorąc na siebie realizację zbiorowego samobójstwa.

Ojciec – głowa rodziny podał truciznę pozostałym jej członkom (żona i dwójka dzieci).

Sam też zażył, ale dawka okazała się niewystarczająca (odratowano go, po to, by stanął przed sądem. Gdy tymczasem on stracił najbliższych – TAK BEZSENSOWNIE).

Okropna i bezsensowna tragedia – zmarnowane życie 4 osób, w tym dwójki młodych ludzi, którzy mieli całe życie przed sobą.

Gdyby wychowano ich inaczej. Gdyby wychowano ich w przekonaniu, że mogą stawić życiu czoła, zrobić z nim i w nim coś ciekawego, zamiast odcinać kupony od zaszłości, że życie nie jest sztuką zachowania pozorów, bo wtedy nie żyje się naprawdę.

I tu dlaczego opowiadam te historię –

Po pierwsze by pokazać, jak silne wciąż są podziały społeczne we Francji.

Są elity – ta uprzywilejowana śmietanka towarzyska i są masy, które walczą z dopięciem budżetu na koniec miesiąca – jedni nie rozumieją drugich.

To w kontekście zamieszek, czy rewolucji żółtych kamizelek – na francuskich ulicach – Przygotowuję osobną notkę, by wyjaśnić jak ja to osobiście widzę.

Ale równolegle, by nawiązać do książki, którą właśnie czytam:

Elegancja jeża.

Ta książka wzburzyła mnie wewnętrznie – ale tak pozytywnie.

Książka, która demaskuje dyskretny urok burżuazji, a może raczej smrodek: gry pozorów, wewnętrznej pustki, wypalenia, braku sensu życia.

Przynależność do bogatej klasy społecznej wcale nie gwarantuje bogatego życia.

Czasami wręcz przeciwnie – okazuje się szklaną pułapką, pod wypracowaną i wpojoną grą pozorów nie ma nic więcej, tylko pustka.

Ale jest też druga strona medalu – ogromne podziały społeczne i elity – trzymające władzę, o lata świetlne oddalone od problemów społeczeństwa. Odpowiedzią na co jest właśnie rewolucja żółtych kamizelek.

współczesna: Elegancja jeża

I tu: Elegancja jeża – Muriel Barbery.

To mogłoby być ckliwe romansidło dla gospodyń domowych o współczesnym Kopciuszku, na którym ciąży klątwa.

Prawda jest taka, że jestem niepoprawną romantyczką (oczywiście płakałam, jak bóbr przez ostatnie kilkanaście stron tej książki).

Ale ten, kto bardziej pragmatyczny nawet nie zauważy tej niedopowiedzianej, nie zdeklarowanej historii miłosnej, która dopiero co mogła by się zdarzyć.

Tak, to jak sobie ją dopowiedziałam.

Ale to książka jest o podziałach społecznych, o grze pozorów…

Co może pozwala lepiej zrozumieć to, co właśnie dzieje się na ulicach Francji – rewolucja społeczna żółtych kamizelek.

To książka o życiu, o tym co jest naprawdę w nim ważne.

Jak dobrze wykorzystać czas, który jest nam tutaj dany. Nie na uciekanie od życia w grę pozorów. Ale jak żyć naprawdę.

I w sumie, jeżeli ze zdziwieniem obserwujecie rozwój sytuacji we Francji, tę rewolucję żółtych kamizelek.

Ta książka w pewnym sensie wprowadza w kontekst – kontekst ogromnych podziałów społecznych: tej elity, tej śmietanki towarzysko – finansowej, która patrzy z góry na doły społeczne. Tylko, że te doły stanowią ogromną masę.

Elegancja jeża – przede wszyskim oddaje klimat eleganckich paryskich dzielnic i przedmieści (nie, w tym wypadku nie piszę o emigranckich przedmieściach o kodzie pocztowym 93 – miejscami 95 – 77).

Ale o pewnych – wybranych – elitarnych dzielnicach Paryża i niektórych miejsowościach w departamentach: 92 i 94.

Tak, czytam lekturę szkolną mojego syna, który owszem ją przeczytał, ale stwierdził, że nic nie rozumie. Jeszcze nie złapał bacykla czytania książek. Dla niego wciąż pozostaje to niezrozumiałą pańszczyzną.

Elegancja Jeża…Równolegle są prowadzone w niej 2 opowieści:

Dozorczyni, kobiety w pewnym wieku, nie posiadającej formalnej edukacji, wychowanej na wsi, która rozkochała się w sztuce i literaturze pięknej.

Która w skrytości swojego służbowego mieszkania w luksusowej paryskiej kamienicy chłonie literaturę piękną, przeżywa kulturalne uniesienia. Jednym słowem prowadzi podwójne życie intelektualne.

Zachowując przy tym pozory przynależności społecznej: pozory nieokrzesanej, nieoczytanej dozorczyni z plebsu…

Czego podświadomie oczekują od mieszkańcy elitarnej kamienicy, mający ugruntowane pojęcie o podziale świata i przynależności do pewnych warstw.

Tu wspaniała instytucja biblioteki we Francji, która pozwala odkryć jej to nieprzebrane bogactwo kulturalne i wyrównać różnice wynikające z urodzenia i wyniesionego z domu bagażu społecznego.

Druga – równolegle opowiadana historia trzynastoletniej dziewczynki z dobrej rodziny z wyższych sfer.

Która po prostu tą wyższą sferowością (czyli przysługującą jej z racji urodzenia przynależnością społeczną) po prostu rzyga (od nadmiaru nic nieznaczących pozorów, powierzchonej grzeczności i dogłębnego fałszu).

Nie widzi w tym sensu, nie widzi dla siebie miejsca, nie widzi dalszego sensu swojego życia.

Postanawia popełnić samobójstwo przy użyciu podbieranych mamie w tym celu proszków nasennych.

I tu jej mama – pozorna kwintesencja paryskosci (ten paryski szyk), kobiera z klasą i z właściwą powagą obnosząca się ze swoją przysługującą jej z racji urodzenia i stanu posiadania przynależnością społeczą. Z pozoru niczego jej nie brakuje.

Brakuje jej jednego: życia w jej życiu. Sensu życia. Dbanie o pozory – nie wnosi w jej życie tego sensu. Napełnia go pozorną treścią.

Kobieta wypełnia swoje dni chodząc na psychoanalizę, na noc łyka proszki nasenne, prowadzi pozornie uporządkowane życie bez życia, wypalona wewnętrzne, w tej męczącej grze pozorów.

I w tym kontekście do tej uporządkowanej i od lat niezmiennej kamienicy wprowadza się fascynujący wszystkich mieszkańców kamienicy swoim pojawieniem się bogaty Japończyk – niejaki pan OZU…

A ja tymczasem pozdrawiam Was serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter o Paryżu i nauce francuskiego

Close