Ruch „żółtych kamizelek

Jeżeli nie rozumiecie, dlaczego na francuskich ulicach wciąż trwa swego rodzaju rewolucja – rewolucja żółty kamizelek?

Przyznam się, że kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Francji, nie podejrzewałam, że zobaczę tu tyle zaciskania pasa i niełatwych codziennych losów ludzkich.

I to nawet niekoniecznie na emigranckich przedmieściach.

Bo ta szara, codzienna rzeczywistość jest również udziałem rdzennych Francuzów.

Francja – którą przyzwyczailiśmy się uważać za bogaty kraj.

Ale wielu ludziom wcale nie jest tu łatwo dociągnąć od pierwszego do pierwszego….

Moja koleżanka z pracy, rdzenna Francuzka, której rodzice przez całe życie borykali się z nie-dopinaniem się rodzinnego budżetu pod koniec miesiąca, kiedy miała osiem lat, rodzice stwierdzili, że przestają obchodzić gwiazdkę, bo ona jest za duża, żeby wierzyć w gwiazdora, a ich po prostu nie stać na obchodzenie gwiazki.

Wyobrażacie sobie to w Polsce?

Tymczasem zaciskanie pasa to chleb powszedni wielu francuskich rodzin…

  • Szczególnie na prowincji, gdzie mniej jest dostępnej pracy.
  • Ale też w regionie paryskim, gdzie co z tego, że da się znaleźć zatrudnienie, skoro budżet rodzinny wysysają doszczętnie opłaty za mieszkanie.

Trudne końce miesiąca – wiem coś o tym.

Ale mam na to swoje sprawdzone patenty. Na początku miesiąca robię zapas: ryżu, soczewicy i mrożonych warzyw, by w razie co dojechać na nich do kolejnej wypłaty. Na tych zapasach -sycących, prostych, ale w sumie zdrowych.

A do tego wszystkich po równo łupią podatki.

Tzn nie po równo. Bo ci, którzy siedzą na milionach, wywożą je i wywożą siebie „fiskalnie” do rajów podatkowych.

Ci czołowi francuscy tenisiści, którzy mieszkają w Szwajcarii.

Czy świętej pamięci Johny (Hallyday), który żeby nie dać się złupić francuskiemu fiskusowi przypomniał sobie swoje belgijskie korzenie.

Ale dość złośliwości…

Ruch „żółtych kamizelek

Problemem nie są tu ludzie – tylko system. Bo ludzie po prostu dopasowują się do sytemu.

A kiedy nic już nie działa na ten system (tak się zasiedział), jak to Francuzi mają w zwyczaju – organizują rewolucję.

I tak mamy – rozgrywającą się na terenie całej Francji rewolucję żółtych kamizelek.

Akt VIII, czyli ósma sobota manifestacji.

Co rozumiem, że może dziwić osoby, które Francję znają z kolorowych pocztówek i od strony folderów reklamowych agencji turystycznych…

Jako, że mieszkam tu od prawie 20 lat, rozumiem ten zryw.

Nie tylko popieram, utożsamiam się, rozpoznaję się, rozpoznaję swoją codzienność, swoje trudności, swoje codzienne zmagania, wysiłki, by jakoś dopiąć swój rodzinny budżet. Rozpoznaję to wszystko w wysuwanych przez żółte kamizelki – postulatach.

Co z tego, że Francja to z pozoru bogaty kraj. Skoro ludzie – i to dotyczy coraz więcej ludzi – żyją tu skromnie i przede wszystkim w rosnącym (na to składa się mondializacja, era internetu…) poczuciu niepewności jutra.

A gdybym powiedziała wam, że Francja to kraj ogromnych kontrastów społecznych?

Są elity (ten słynny paryski szyk, prout prout, bcbg). A obok – ogromna przepaść między nimi a resztą społeczeństwa.

I tak dochodzimy do tego, że mamy kolejny, już VIII akt – czyli ósmą sobotę manifestacji.

Demaskujących od zawsze obecne – podwójne oblicze Francji.

Bo owszem te paryskie elity, śmietanka, paryski szyk i światowe prut-prut („prout – prout”).

A obok tego ludzie, którzy na codzień zmagają się z codziennością i ze swoim losem.

Ta Francja, która zrywa się wcześnie rano (do której tak dobrze – tym sformułowaniem trafił swego czasu Nicolas Sarkozy).

Co z tego, kiedy ludzie po po raz kolejny niespełnionych obietnicach wyborczych, mają swego rodzaju powyborczego kaca…

Jak to powiedział jeden z uczestników manifestacji przed kamerą telewizji – trafiając w to, co widzę, słyszę i obserwuję wokoł mnie – rozczarowanie Macronem.

Który wydawał się być alternatywą dla systemu. A okazał się być systemem.

„Je votais Macron, je suis un con. Głosowałem na Macrona, byłem głupi.”

Macaron, który wzbudzał nadzieję – morze nadziei, w dniu swojego wyboru na stanowisko prezydenta Francji, dzisiaj niedaleko półmetka mandatu – już tylko denerwuje.

Rozczarowanie klasą polityczną, tym pięknym, ale bezowocnym pustosłowiem. Gadaniem dla samego gadania.

Nawet jeżeli w tzw międzyczasie to trochę przycichło, bo okres świąteczny – kampania wyciszająca, czy raczej przemyślana strategia Macrona, by nie pokazywać się i nie drażnić.

A potem tradycyjne życzenia noworoczne pana prezydenta, w których po prostu zabrakło empatii.

To, co jest jego piętą Achillesową – trochę, jak Sarko, że potrafi coś palnąć, żeby być widocznym (czyli w sumie jest mediatyczny).

Ale też tym, co palnie – potrafi podzielić ludzi. A to z kolei nie współgra z najwyższym urzędem w państwie (nie takim, jak państwo francuskie, bo Amerykanie pewnie jeszcze raz wybiorą Trumpa, ale co do Macrona? ….)

No i tymi feralnymi – niezręcznymi w tym kontekście życzeniami świątecznymi E. Macron dolał oliwy do ognia.

Manifestacje rozpaliły się na nowo – tzw. akt ósmy – kolejny ósma sobota manifestacji. Co prawda mniej uczestników, ale znowu zrobiło się gorąco na paryskich ulicach.

Ruch „żółtych kamizelek

Bo ludzie już w sumie dawno nie wierzą politykom.

Co do tego tu nikt nie ma złudzeń: – oni tylko chcą dorwać się do koryta i zaspokoić swoje osobiste ambicje. Choć co rusz wyborcy łykają rybkę.

Tak jest w sumie wszędzie.

Ale we Francji jest jeszcze ten system podatkowy (żyłujący, zniechęcający potencjalną inicjatywę): Francja jest czempionem Europy w kwestii poboru podatków.

Tak niedawno wyprzedziła bardzo „socjalną” Danię (świeże dane z tygodnika ekonomicznego Challenges).

Tyle, że Francuzom brakuje samodyscypliny Duńczyków.

Bo widzicie, jak Duńczycy w swojej większości przypuszczam nie nadużywają systemu, tutaj we Francji każdy próbuje ustawić się, jak może i kombinuje, jak koń pod górkę, bo jakoś trzeba żyć.

I tak tajemnicą poliszynela jest to, że wiele osób kumuluje zasiłki, do których w zasadzie nie mają prawa i pracę na czarno (bo ta w tym kontekście jest bardziej opłacalna). French life. To pozwala przeżyć – i to jest kolejny postulat żółtych kamizelek –

on nous laisse survivre, on nous meprise.

Wystarcza na przeżycie i nikt nie traktuje nas poważnie. Rzucają nam okruchy (to aluzja do kilku obietnic pana prezydenta w odpowiedzi na manifestacje) – des miettes qu’on nous donne.

Poza tym Francuzi mają ciężką przeszłość kolonialną.

Jeszcze nie skończyli płacić za swoje dawne grzechy…. I te przedmieścia, drobna przestępczość, która generalnie prowadzi do islamizacji spędzających jakiś czas w więzieniach drobnych przestepców…. którzy lapią się tego fachu, bo nie ma dla nich innej pracy, czy innych perspektyw, albo patrzą jak to robią politycy, ale ci rzadko dają się złapać za rękę, bo ręka rękę myje.

Politycy, ci jak już dorwali się do koryta, to patrzą na wszystkich z góry.

Tak jest oczywiście wszędzie, ale Francja ma swoją specyfikę.

Ruch „żółtych kamizelek

We Francji jest elita, która od pokoleń nagromadziła swoje i system podatkowy, który utrwala ten system.

Bo ci, którzy mają – i tak ten system obejdą (i będą płacić podatki w jakiś rajach podatkowych, albo suma do zapłacenia rozpłynie się w jakiś podaktowych niszach). Bo wyjadą fiskalnie, albo nimi ból bo ci którzy mają ten system obejdą.

Dlatego podatki łupią tych, którzy nie mają tej wiedzy, możliwości, zasobów, aby te podatki sprytnie obejść. To na nich to spada….

I łupią każdego po równo i paraliżują gospodarkę:

Bo komu chciałoby się cokolwiek przedsięwziąć, skoro wiadomo, że to pójdzie w podatki?

Aż nie wierzę, że to mówię: u nas przynajmniej komuna wyrównała szanse, dołując wszystkich prawie do zera. A to wyzwania wydobyją z człowieka to, co w nim najlepsze: wolę walki.

U nas jest nieporównywalnie żywszy duch przedsiębiorczości. Owszem niektórzy Francuzi są przedsiębiorczy (choć nie na taką skalę, jak my Polacy), ale tu swoje dokładają – PODATKI.

Trop d’impôt tue l’impôt – Nadmiar podatków zabija.

Wysusza wpływy z podatków. To jest tez: FRENCH TOUCH.

Przykład mojego znajomego, który miał firmę dostawczą – dostawa motorem – Koncept trochę typu Uber. Tyle, że na długo przed Uberem. No i oczywiście nie na taką skalę. Bo mój znajomy nie miał takich środków, tak sprzyjającego otoczenia, żeby to na taką skalę rozkręcić.

Firma miała klientów, obroty, było zapotrzebowanie na ten koncept na rynku. Co z tego, kiedy on przez lata pozostawał na utrzymaniu żony (pracującej na etacie). Bo po opłaceniu pracowników (rozwożących produkty na motorach) i opłaceniu podatków (ZUS-y, ubezpieczenia) znajomemu zostawało drobne kieszonkowe.

Eliminował koszty. Firmę prowadził z domu, nie wynajmował biura… Cisnął jak mógł, aż dał za wygraną – wrócił na etat w dużym molosie. Bo ten ma zasoby (ludzkie i finansowe), by obejść podatki (tzw optymalizacja podatkowa).

Ruch „żółtych kamizelek

I tu ciekawostka, bo wśród żółtych kamizelek znajdziecie przedsiębiorców.

U nas to chyba byłoby nie do pomyślenia – bo jak przedsiębiorca ma na to znaleźć czas. Kiedy we Francji własna działalność jest gorzko opłacanym ogromnymi wyrzeczeniami kawałkiem czerstwego chleba.
____________________________________________________________________

Zaczęło się na prowincji – na rozdrożach wiejskich dróg -na tak zwanych – rond point.

Nawet nie bardzo wiadomo jak?

Social media – stąd wyszedł impuls. Od kogo? Wielu chciałoby przywłaszczyć sobie siłę tego ruchu.

Tego przede wszystkim nie chcą ludzie zmagający się z trudnymi końcami miesiąca, tego że ktoś po ich barkach dopcha się do koryta.

Dlatego coraz częściej powraca ten postulat: tzw RIC
le référendum d’initiative citoyenne – referendum z inicjatywy obywatelskiej, czyli to że każdy będzie mógł zaproponować swoje REFEENDUM.

Co daje nadzieję na tzw bezpośrednią demokrację – une démocratie directe (bo teraz jest tylko demokracja pośredników – tych którzy są u władzy i napełniają sobie bezpośrednio kieszenie).
___________________________________________________________

Poza tym…

Coraz bardziej widoczne w ruchu stają się kobiety…

W ostatnią sobotę – odbyły się liczne manifestacje samych kobiet w żółtych kamizelkach. Bez testosteronu, który demoluje wszystko wkoło. By lepiej usłyszano ich postulaty.

Dlaczego kobiety?

  • Kobiety samotnie wychowujące dzieci.
  • Kobiety tradycyjnie zarabiające mniej od mężczyzn za tą samą pracę.
  • Kobiety pracujące na pół etatu. Co wcale nie wynika z wyboru, ale z konieczności: bo nie udało im się znaleźć innej pracy, pracy, która byłaby godzinowo do pogodzenia z wychowaniem dziecka.

Coraz więcej się mówi o tej „babskiej” frakcji żółtych kamizelek.
_______________________________________________________________

A jeszcze przedsiębiorcy?

Przedsiębiorcy mogą mieć pomył na biznes, na który jest zapotrzebowanie. Co z tego, skoro tego nie da się wyskalować, bo wcześniej zaduszą podatki.

Bolączka i charakterystyka francuskiej gospodarki, gdzie w odróżnieniu od niemieckiej niewiele jest firm średniej wielkości.

Bo albo są wielkie molochy na miarę CAC 40, albo mali przedsiębiorcy, tacy przedsiębiorcy – freelancerzy, paradoksalnie zasilający szeregi żółtych kamizelek, zarabiający na podatki, a poza tym na waciki.

Afera z Carlosem Ghosnem – szefem Renault i Nissana.

Z francuskim paszportem, zatrzymanym w Japonii (nie jechałby tam, we Francji nikt by go nie ruszył -bo tu ręka – rękę myje – tzw copinage – piston – la France – pays du piston? tytuł zaczerpnięty z francuskiego Expressa – czyli po prostu plecy).

No i właśnie ten Carlos Ghon, który w ramach kieszonkowego z nie swojej firmy wypłacał kieszonkowe swojej siostrze na drobne wydatki, które dla zwyczajnych ludzi są luksusem, taka pensja za pracę, której ta (siostra Carlosa Ghona) nigdy nie wykonała – z jednej strony normalka, przyzwyczaili nas do tego francuscy politycy (chociażby ostatnio Francois Fillon z małżonką), ale dla ludzi zmagającym się i z wysiłkiem dopinającym rodzinny budżet – to jest o jedną taką aferę za dużo.

Zniesmaczenie i rewolucja.

A politycy wciąż tak samo głusi i ślepi na to, co dzieje się na obrzeżach ich świata.

Jak już ich wybrali, to będą się martwić o wyborców za kolejne 4 lata.

Francuski Folwark Zwierzęcy, jeżeli znacie tę książkę Orwella.

Kto dopycha się do władzy, tego ta władza zmienia. Przekleństwo władzy, dlatego przypuszczam, że ci zwyczajni ludzie blokujący rozjazdy wiejskich dróg tak szybko nie popuszczą. Nie jedno już widzieli.

Wystarczająco, by nikomu nie ufać i nie wierzyć w górnolotne słowa.

Ruch „żółtych kamizelek
___________________________________________________________________

Tak, bo wszystko zaczęło się na rozdrożach wiejskich dróg.

Gdzie ludzie spotykali się i dzięki tym spotkaniom, które z czasem przerodziły się w przyjaźnie, w bardzo silne więzi – zorientowali się, że nie są sami, że wiele osób znajduje się w podobnej sytuacji.

To stworzyło poczucie wspólnoty. Wzajemna międzyludzka pomoc, solidarność i wspieranie się razem w mozolnym popychaniu tego wózka pod górkę.

Mamy samotnie wychowujące dzieci, którym nie starcza do pierwszego. Pracujące w niepełnym wymiarze godzin, bo na prowincji nie ma dla nich pracy.

Owszem praca (i to znowu to zależy), ale … powiedzmy, że praca jest w Paryżu, czy w wielkich aglomeracjach, ale to za horrendalne ceny wynajmu mieszkania… I znowu, można mieć pracę i mieszkać na ulicy. French paradox.

I tu Francuzi, którzy są raczej zamknięci, wcale nie tacy „ekspresyjni”, ani rodzinni, jak np Włosi (bo to jeszcze nie jest ten południowy temperament). I chyba nie ma tu aż tak silnych więzów rodzinnych, czy międzysąsiedzkich, jak w Polsce.

I kiedy te więzy rodzą się w takich ekstremalnych warunkach, na tych właśnie rozdrożach dróg, dla wielu to jest niepowtarzalne przeżycie. To normalne, że tak szybko nie popuszczą, kiedy teraz przeżywają może najpiękniejszą przygodę swojego życia – rewolucję żółtych kamizelek.

To poczucie wspólnoty, poczucie silnej więzi na pewno jeszcze wzmocniły przeżyte, spędzone razem na tych rozdrożach święta Bożego Narodzenia.

I tak, wbrew temu, w co chcieli wierzyć politycy – wybila kolejna, ósma sobota manifestacji żółtych kamizelek.

Rewolucja wyrwała wielu ludzi z tego marazmu, wlała w ich serca nadzieję, że właściwie czemu nie – mogą wziąć sprawy w swoje ręce. Wybuchła tzw „colère populaire”
____________________________________________________________________

Co będzie dalej?

I tego chyba nie wie nikt. Ruch co prawda zrodził się mniej więcej w 50 – tą rocznicę wydarzeń z maja 1968 roku. Ale nie – czegoś takiego wcześniej nie było – to jest inédit.

W tzw międzyczasie świat się zmienił: mondializacja, globalizacja, internet, masowa emigracja i emigranckie getta, gdzie aż strach się bać…. Social media, łatwość komunikacji i szybkiego „rozsyłania wici”.

Internet i mondializacja – burzące ustalony od pokoleń bieg spraw. Podsycające podświadome poczucie zagrożenia: przecież znikają zawody znane od lat, przecież zamykane są i to nie od wczoraj fabryki, delokalizują się pewne zawody….

Jednym słowem – Wielka Niewiadoma, która dokłada kolejną porcję strachu i poczucia niepewności, czym dolewa na swój sposób oliwy do ognia.

Niepewność jutra, bo czy ktokolwiek wie, dokąd zmierza ten świat?

Nawet jeżeli te cyferki są dużo mniejsze, jak w pierwszą sobotę manifestacji, kiedy to w całej Francji w protestach więło udział 282 000 osób.

W „akcie ósmym” acte 8 – było tylko 25 000. Ale to chyba tak szybko się tu nie uspokoi. Przyczyny są glęboko zakorzenione.

A Francuzi są przeciez specjalistami od robienia rewolucji.

Image may contain: 3 people, people standing and suit

Zapisz się na Newsletter o Paryżu i nauce francuskiego

Close