FRANCUSKI KURS FRANCUSKIEGO PODCAST Uncategorized

Dlaczego Francuzi mówią: mieć kota w gardle.

jak dobrze mówić po francusku
Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

jak dobrze mówić po francusku

Mieć kota w gardle.

Znacie to uczucie, kiedy coś drapie w gardle, jak ten kot pazurkami i nie puszcza.

Tak to malowniczo wygląda w języku francuskim i dlatego mówi się:

mieć kota w gardle: avoir un chat dans la gorge.

Choć w sumie taka malownicza nie jest etymologia tego wyrażenia. Pojawiło się ono już w czasach średniowiecza i jeżeli skończyło, czy dotrwało do naszych czasów w takiej, a nie innej formie – zawdzięczamy to nie do końca dającej nad sobą zapanować – grze słów i pomysłowości lingwistycznych żartownisiów.

Bo jeżeli w takich stanach „rozmemłania gardłowego” może niezbyt malowniczo, ale za to sugestywnie i symptomatyczne chrząkamy, chrumkamy, bezskutecznie chcąc pozbyć się tego, co zalega nam w gardle. Co z tego, że się pozbywamy, skoro – namolnie wraca.

W owych odległych czasach flegma (czyli les glaires) optycznie kojarzyła się z grudkami (les grumeaux) występującymi w zsiadłym mleku (le lait caillé), które nazywano „matons”.

W języku starofrancuskim słowo mat oznaczało zwarty, zbity (compact).

Dlatego o osobie przeziębionej, chrząkającej, pociągającej i chrumkającej mówiło się, że ma w gardle „matons” (czyli grudki zsiadłego mleka)

– avoir un maton dans la gorge.

A dalej trochę na zasadzie skojarzeń fonetycznych wrażenie przyjęło formę:

– avoir un matou dans la gorge.

Matou – pospolicie znaczy kot, kocur.

Tu oczywiście dodatkowo na wyobraźnię działały garsie włosów wlokące się tu i ówdzie za liniejącym kotem: łatwo je sobie wyobrazić zalegające i drapiące w gardle.

Żartobliwie, czy dowciapnie, ale przede wszystkim zadziało podobieństwo fonetyczne.

Z upływem czasu słowo matou – stosowane w odniesieniu do kota, czy kocura – zostało zastąpione poprawnym lingwistycznie kotem – un chat….

Choć przypuszczam, że jak w wielu podobnych przypadkach – bardziej chodziło tu o wygodę mówiącego – słowo chat jest po prostu krótsze od słowa matou.

I tak dzisiaj mówimy:

avoir un chat dans la gorge – mieć kota w gardle.

 

 

Znacie to uczucie, kiedy coś drapie w gardle, jak ten kot pazurkami i nie puszcza. Tak to malowniczo wygląda w języku francuskim i dlatego mówi się: mieć kota w gardle: avoir un chat dans la gorge. Choć w sumie taka malownicza nie jest etymologia tego wyrażenia. Pojawiło się ono już w czasach średniowiecze i jeżeli skończyło, czy dotrwało do naszych czasów właśnie w takiej, a nie innej formie – zawdzięczamy to nie do końca dającej nad sobą zapanować – gry słów i pomysłowości lingwistycznych żartownisiów. Bo jeżeli w takich zalegających stanach rozmemłania gardłowego tak może już niezbyt malowniczo, ale za to sugestywnie i symptomatyczne chrząkamy, chrumkamy, bezskutecznie chcąc pozbyć się tego, co zalega nam w gardle. Co z tego, że się tego pozbywamy, skoro to namolnie wraca. Ale w tych odległych czasach flegma (czyli les glaires) tak optycznie kojarzyła się z grudkami (les grumeaux) występującymi w zsiadłym mleku (le lait caillé), które nazywano „matons”. W języku starofrancuskim słowo mat oznaczało zwarty, zbity (compact). Z tego prosta już droga do wyrażenia: Dlatego o osobie przeziębionej, chrąkającej, pociągającej i chrumkającej mówiło się, że ma w gardle te matons (czyli grudki zsiadłego mleka) -avoir un maton dans la gorge. A dalej, trochę dla żartów, trochę na zasadzie skojarzeń fonetycznych wrażenie przyjęło formę: avoir un matou dans la gorge. A matou to pospolicie znaczy kot, kocur. Tu oczywiście dodatkowo na wyobraźnię działały te naręczę, czy garcie włosów wlokące się tu i ówdzie za liniejącym kotem: łatwo je sobie wyobrazić zalegające i drapiące w gardle. Żartobliwie, czy dowciapnie, ale przede wszystkim zadziało podobieństwo fonetyczne. Aż z upływem czasu słowo matou – stosowane w odniesieniu do kota, kocura pospolicie – zostało zastąpione poprawnym lingwistycznie kotem – un chat…. Przypuszczam, że jak w wielu podobnych przypadkach – bardziej chodziło tu o wygodę mówiącego – słowo chat jest po prostu krótsze od słowa matou. I tak dzisiaj mówimy: avoir un chat dans la gorge – mieć kota w gardle. #filmphotography #filmisnotdead #filmisalive #instagood #cat #catstagram

Une publication partagée par BEATA REDZIMSKA (@beataredzimska) le

 

Ja tutaj mam 2 – jeden dorysowany wirtualnie w aplikacji Lumyer, drugi – taki namacalny, puszysty, który zauroczył moje dziecko i trafił do naszego domu.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

 


Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

O AUTORZE

BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb.

Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu.

Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności.

Jestem tu po to, by pomóc Ci zgłębić tajniki języka francuskiego, rozsmakować się w nim. Opowiadam historie, które pomogą Ci lepiej zapamiętać francuskie wyrażenia.

Czasami rozśmieszę lub zmotywuję.

Znajdziesz mnie również na Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o moim życiu w Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.