NAUKA FRANCUSKIEGO

Czy język francuski jest trudny?

czy francuski jest trudny
Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

Transkrypcja nagrania: Czy język francuski jest trudny?

Czy język francuski jest trudny? Czy właśnie wręcz przeciwnie: czy język francuski jest takim językiem, do którego można usiąść z marszu i z marszu się go nauczyć.

To znaczy każdego języka można nauczyć się z marszu, będąc rzuconym na głębokie wody, czy po prostu będąc zanurzonym w terenie. Wtedy człowiek nawet nie wie kiedy, ale absorbuje jak gąbka i zaczyna się coraz swobodniej poruszać się w danym języku, czyli coraz mniej wymachując rękoma, a coraz więcej posługując się własnym językiem.

A co się tyczy języka francuskiego. Jak to jest z językiem francuskim?

Obserwuję to po moich dzieciach, które dorastają we Francji. Moja córeczka, która jest w pierwszej klasie szkoły podstawowej i która w tym momencie mówiąc po francusku, próbuje opanować naukę pisania w tym języku. Obserwując te jej szkolne zmagania uświadamiam sobie, że to wcale nie jest taka bułka z masłem. I to nawet dla osoby, która na co dzień mówi w tym języku.

Właśnie tutaj pojawia się problem przełożenia języka francuskiego, którym moje dziecko operuje w mowie na język pisany. Bo okazuje się, że po francusku nie wymawia się dokładnie tak, jak się to pisze. Pewne sylaby pisze się po prostu troszkę inaczej, a troszeczkę inaczej się je wymawia. Co sprawia pewną trudność na pewnym etapie nauki.

To akurat widziane z perspektywy dziecka, które stawia pewne pierwsze kroki w nauce pisania.

Choć rzeczywiście to może być taki argument przeciw. Tym bardziej, że my jako Polacy jesteśmy przyzwyczajeni (bo tak to funkcjonuje w języku polskim), że wszystko piszemy tak, jak mówimy.

Oczywiście my z kolei troszeczkę to sobie urozmaiciliśmy, żeby nie było za łatwo. No bo w przeciwnym razie nie byłoby dość zabawnie. Dlatego np dodaliśmy sobie u otwarte, ó – u zamknięte, ż z kropką, rz….

No a Francuzi mają jakieś ą i ę i w ogóle inaczej to piszą, a inaczej wymawiają.

No ale to może być taki szok lingwistyczny dla kogoś, kto po raz pierwszy zaczyna się uczyć języka francuskiego.

Ale jeżeli zaczynasz się uczyć języka francuskiego, a masz już pewne podstawy w języku angielskim, to zdradzę Ci taką ciekawostkę:
w języku francuskim jest wiele słów, które w zasadzie bardzo podobnie się pisze po francusku i po angielsku, tylko czyta się po ichniemu. A za każdym razem to czytanie po ichniemu brzmi inaczej.

No i właśnie co do czytania i co do francuskiej wymowy.

Bo pozornie może się ona wydać dość trudna. Ale ja jeszcze dobrze pamiętam czasy, kiedy dopiero zaczynałam uczyć się języka francuskiego, a miałam już całkiem dobre podstawy języka angielskiego (w liceum byłam w klasie z rozszerzonym językiem angielskim). Język angielski był tym językiem, którego uczyłam się i to dość intensywnie w szkole.

I o ile, w nauce języka angielskiego, w tym słynnym british english obiłam się o ten ogromny problem, że tych Brytyjczyków wcale nie tak łatwo było mi zrozumieć, bo oni mówią po ichniemu i jeszcze tak dość swoiście to wymawiają. Tutaj wciąż dużo łatwiejszy jest dla mnie do zrozumienia amerykański angielski.

Natomiast ten british english w pierwszym kontakcie może być bardzo trudny do zrozumienia, trzeba się z nim osłuchać, wsłuchać się w niego i czasami zna się dane słówko, ale wyłapać je w danym kontekście wcale nie jest tak łatwo.

Natomiast właśnie dobrze pamiętam to doświadczenie, czy to odkrycie dokonane w początkach mojej nauki języka francuskiego: ku mojemu zaskoczeniu włączyłam sobie telewizję po francusku i bez problemu potrafiłam wyłapać i rozpoznać te słówka, które już znałam (kiedy francuski lektor, czy dziennikarz je wymawiał).

Więc to jest pewna zaleta języka francuskiego, że może się to pisze inaczej jak się mówi, ale jak się opanuje te zasady to właściwie to jest coś powtarzalnego. Ale z kolei w momencie kiedy już się człowiek nauczy porcji francuskich słówek, dużo łatwiej jest wyłapać je w mowie mówionej, czyli zrozumieć francuska wymowę, w przeciwieństwie do języka angielskiego (szczególnie tego brytyjskiego). Ale to jest oczywiście moje subiektywne odczucie. No i pewnie też zależy od tego, czy słuchamy british english, czy american english. Ale również odnosząc się do tego, że często po francusku piszemy dane słówko tak samo jak po angielsku, tylko wymawiamy inaczej.

Tutaj właśnie takie słówko, które akurat mam świeżo w pamięci z racji powtórek lekcji z moją córeczką, która powtarzała lekcję słownictwa angielskiego z tematyki halloweenowej.

Więc takie słówko jak wampir, które zresztą jest podobne we wszystkich językach (w sumie nie wiadomo skąd).

Ale po francusku to jest un vampire, natomiast po angielsku a vampire i w obydwu tych językach pisze się to w zasadzie tak samo.

Co prawda wymawia się to inaczej. Przyznaje się, że słuchaliśmy poprawnej angielskiej wymowy z Google Translate

Zresztą samo słowo wymowa: une pronociation – a pronunciation. Też prawie ta sama pisownia z grubsza.

No i muszę się przyznać, że odsłuchiwałyśmy poprawnej wymowy z naszym przyjacielem Google translate, jak to fajnie ten wampir a vampire brzmi po angielsku.

Kiedy po francusku pisze się to tak samo un vampire.

Moim zdaniem to słówko łatwiej jest zrozumieć i wyłapać zrozumieć z kontekstu po francusku. Ale to może też jest kwestia obycia z danym językiem. Ale ja tutaj cofam się pamięcią i porównuje, kiedy byłam dużo bardziej zaawansowana w nauce języka angielskiego i dopiero zaczynałam się uczyć języka francuskiego i na tym etapie ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu stwierdziłam, że francuski jest mi dużo łatwiej zrozumieć, kiedy już znam dane słówko, dużo prosciej jest mi je wyłapać, kiedy dana osoba wymawia je po francusku.

No a jeszcze to ułatwienie dla osób, które mają jakieś tam podstawy języka angielskiego te słówka często mają podobny rdzeń. Tzn liczne słówka francuskie i angielskie pisze się podobnie, tylko te po angielsku wymawia się tak z angielska, a te po francusku wymawia się tak z francuska.

No i generalnie zabawa jest podobna w obydwu językach: nie wmawiamy tego tak, jak piszemy.

No ale przecież nawet w języku polskim, gdzie wymawiamy wszystko tak jak piszemy, zafundowaliśmy sobie dodatkowe urozmaicenia, dodatkowe zagwozdki, żeby nie było za prosto: jak ó – u zamknięte, u otwarte, rz czy z.

Więc jak to mówi wychowawczyni mojej córki: to jest proste: w języku francuskim nic nie jest proste.

Ale tak jest z każdym językiem obcym w momencie, kiedy zagłębiamy się w jego reguły okazuje się, że jest jedna reguła i pełno wyjątków. No i po prostu im więcej wiesz, tym bardziej nabierasz przekonania, że nic nie wiesz. Ale nie ma co się tym za bardzo przejmować.

Bo język jest narzędziem komunikacji.

Chodzi o to, żeby się nim posługiwać, komunikować, żeby móc chociażby czytać teksty w danym języku, słuchać telewizję, dogadać się, chociażby nadrabiając rękoma, ale właśnie jaka to satysfakcja…

No i tutaj taka kolejna trudność, która pojawia się w języku francuskim, czyli rodzajniki.

No i tutaj własnie ta zabawa, czy ta sprawa się komplikuje: w momencie, kiedy mamy słowo w języku polskim i ono jest w rodzaju męskim, a w języku francuskim zmienia rodzaj i np jest w rodzaju żeńskim.

O chociażby, np. ponieważ wczoraj odrabiałam lekcje z języka angielskiego z moją córką, takie słowo po francusku jak Kanada – le Canada.

Kanada – w języku polskim słowo kończące się na „a”. I tu podobnie jak w innych językach słowiańskich, jak np w języku rosyjskim jeśli słowo kończy się na „a” to na pewno jest w rodzaju żeńskim. Dla nas tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Natomiast takie słowo jak le Canada, czyli Kanada, mimo, że w języku francuskim kończy się na „a” jest w rodzaju męskim. Więc rzeczywiście łatwo można się samemu wpuścić w maliny.

Podobnie słówko, którego z kolei przez długie lata nie mogłam zapamiętać i zawsze popełniam ten sam błąd, dlatego wiem, że mam tendencje do popełnienia błędu w tym miejscu:

słowo klucz – une clé, czyli po francusku słowo w rodzaju żeńskim, podczas gdy w języku polskim występuje w rodzaju męskim. Więc o ile zawsze automatycznie tłumaczyłam to słówko z polskiego na francuski w mojej głowie i za każdym wydawało mi się, zeby powinno być podobnie w rodzaju męskim. Ale tak to nie działa. Bo w języku francuskim słowo klucz – une clé jest w rodzaju żeńskim. To takie malutkie pułapki, o które pewnie nie raz się potkniemy.
Więc to stanowi też taki smaczek.

Ale w języku chodzi przede wszystkim o komunikację.

Choć rzeczywiście rodzajniki – to jest coś, co warto sobie uporządkować i co może sprawiać pewne trudności.
No ale właśnie w języku francuskim mamy rodzajniki: rodzajniki cząstkowe, określone, nieokreślone… Niby tej zabawy jest sporo i nawet mamy takie sytuacje, kiedy ten rodzajnik omijamy. Dobrze to sobie uporządkować…

Ale taką zaletą, czy przeciwwagą jest to, że nie mamy w języku francuskim odmiany rzeczowników przez przypadki.

A co to oznacza?

To oznacza, że o ile w języku polskim, który wyssaliśmy z mlekiem matki tak automatycznie potrafimy odmienić w mowie przez przypadki dowolne słowo np. stół (stołu, stołem, stole…).

Bo mamy:

mianownik – kto co stół
dopełniacz – kogo czego nie ma stołu
celownik – komu czemu się przyglądam stołowi (chyba tak byłoby poprawnie, ale tutaj też może mieć wątpliwości).

Niemniej jakoś tak automatycznie te formy przychodzą nam na myśl, kiedy posługujemy się własnym językiem.
Ale wyobraźcie sobie, że uczycie się języka obcego z przypadkami, w którym każde słowo ma ileś tam form i w ilustam formach trzeba zapamiętać to samo słowo, ten sam rzeczownik. No po prostu katorga, a przynajmniej spore wyzwanie. Jeżeli ktoś próbował się uczyć języka niemieckiego to pewnie zna ten smaczek.

Natomiast właśnie, jeżeli Francuzi mają rodzajniki, to z kolei nie mają odmiany rzeczowników przez przypadki. Bo teraz wyobraźcie sobie: te nasze przypadki: mianownik, dopełniacz, celownik…, my je wyssaliśmy z mlekiem matki, wiemy jak odmienić dane słowo przez dany przypadek i jakoś tak to przychodzi nam automatycznie i czujemy, że to jest dobra forma. Ale wyobraźcie sobie katorgę dla obcokrajowca, który musi się tego nauczyć, czyli musi nie tylko musi nauczyć się nie tylko jednego słowa stół, ale też: kogo co widzę – stół, kogo czego nie ma – stołu, komu czemu się przyglądam – stołowi (to może nawet być zagwozdka dla Polaka, jakby tak się dobrze zastanowić).

Ale właśnie po francusku już nie musimy się uczyć tego stołu w tych ośmiu, czy w zależności od języka iluś – tam przypadkach. Bo tych przypadków tam nie ma. Bo to, co my załatwiamy za pomocą przypadków w pewnym stopniu w języku francuskim można załatwić za pomocą rodzajników, czy za pomocą innych form. I w ten sposób Francuzi nie mają przypadków, czyli nie mają odmiany rzeczowników przez przypadki. A to naprawdę jest kobyła – kobyłka z wozu, koniom lżej. No może połączyłam dwa przysłowia. Ale niech będzie. Ale po prostu Francuzi nie mają odmiany przez przypadki. Oczywiście w języku angielskim też nie mamy takiego problemu gramatycznego. Dlatego język angielski jest językiem globalnym i w powszechnym przekonaniu jest językiem dojść bardzo prostym do nauczenia się. Ale np. spróbujcie nauczyć się języka niemieckiego. Ja poległam. Przyznaję się.

No i jeszcze kolejna rzecz: czasy. Bo niby w języku francuskim tych czasów mamy sporo. Zresztą podobnie jak w języku angielskim. Ale w praktyce posługujemy się kilkoma podstawowymi czasami. Tymczasem w języku polskim jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że mamy właściwie 3 czasy: przeszły, teraźniejszy i przyszły. Tylko, że my w języku polskim też mamy formułki, które mogą z kolei sprawiać problem obcokrajowcom, którzy uczą się języków słowiańskich, a którzy nie są Słowianami. Czyli np mamy tryb dokonany i tryb niedokonany. I jakby w ten sposób załatwiamy ten problem, czy po prostu wyrażamy to, co mamy do wyrażenia za pomocą 3 czasów, ale z kolei do tych czasów, czy na te czasy nakładają się tryby. Więc więc w porównaniu, to może przerażać, że jest tam ileś tych czasów plus jeszcze takie smaczki jak subjonctif.

Ale jakby dobrze się zastanowić: każdy język w momencie, kiedy zagłębiamy się w niego ma sporo takich smaczków. Więc nam się wydaje, że język polski, no bo przecież mówić po polsku – synonim czegos jak najbardziej dla nas zrozumiałego, bo wyssaliśmy go z mlekiem matki, to jakoś tak przychodzi nam naturalnie. Kiedy języki słowiańskie dla obcokrajowca to jest nie lada wyzwaniem. Uczyłam się języka rosyjskiego we Francji, w paryskim INALCO, razem z Francuzami, więc doskonale zdaje sobie sprawę, jakie języki słowiańskie mogą mieć dla Francuzów smaczek i jakie stanowią dla nich swoiste wyzwanie.

No i przede wszystkim to, że trzeba zakuwać odmiany rzeczowników przez przypadki, że jest tryb dokonany i niedokonany…
To dla kogoś, kto uczy się danego języka stanowi kolejną przeszkodę. No, ale jak to mówią: im dalej w las, tym więcej drzew. Podobnie jest z nauką języka obcego. Po prostu: im dalej zagłębiamy się w gramatykę, tym poznajemy kolejne smaczki, tym bardziej w pewnym momencie dochodzimy do tego przekonania: Boże, ile tych regułek, wiem że nic nie wiem.

Ale za takim przekonaniem: wiem, że nic nie wiem jest takie wyjście, jest takie światełko w tunelu, kiedy wreszcie zaczynamy w tym języku komunikować się z innymi.

Wtedy stwierdzamy, że w zasadzie nie musimy mieć obcykany tych wszystkich czasów, mniej lub bardziej literackich, tych wszystkich regułek gramatycznych, żeby móc porozumieć się z drugim człowiekiem.

Bo zobaczcie, jak mówimy nawet w naszym ojczystym języku: nie zawsze dbamy o taką nieskalana poprawność gramatyczna, po prostu kiedy komunikujemy z biegu mogą przytrafić się pewne gramatyczno – leksykalne nieścisłości. Podobnie jest w każdym języku obcym.

Natomiast zaletą języka francuskiego, chociażby w porównaniu z językiem angielskim w wersji british jest to, że on jest dużo łatwiejszy do zrozumienia. Te słowa tak się nie zlewają. To nie jest tak, jakby ktoś jadł te kluski i mówił po angielsku. Po prostu ta wymowa jest dość wyraźna….

Jeżeli uczyliście się już języka angielskiego, to pewne słówka mogą Wam się wydać znajome, bo w języku angielskim i francuskim całkiem sporo słówek ma podobny rdzeń, co prawa nie tą samą wymowę, ale czasami właśnie tą samą pisownię.
Jak wlasnie ten wampir: un vampire (fr) / a vampire (and). To się wymawia troszkę inaczej, ale pisze się dokładnie tak samo.

Czasami może dojść ten problem, że jedno słówko jest w języku polskim w rodzaju męskim, a w języku francuskim – pal licho – wypadło w rodzaju żeńskim, jak np. nasze: klucz i une clé po francusku, czyli klucz, który jest w rodzaju męskim po polsku / żeńskim po francusku (une clé), co zawsze było dla mnie takim piątym kołem u wozu.

No ale ułatwienie, które mamy w języku polskim, które polega na tym, że jak słowo kończy się na literę „a”, to wiemy że jest w rodzaju żeńskim. A jeżeli kończy się na „o”, to wiemy, że jest w rodzaju nijakim. Ale zauważcie, że Francuzi nie mają rodzaju nijakiego. Więc może można potraktować to z kolei jako ułatwienie: są tylko dwa rodzaje: męski i żeński.

Ale problem w momencie, kiedy uczymy się języka z rodzajnikami jest taki, że czasami dane słowo może się kończyć na „a” i wtedy automatycznie i intuicyjnie chcielibyśmy powiedzieć, że jest ono w rodzaju żeńskim jak np. słówko Kanada – le Canada (r m po francusku).

Ale z kolei dużo francuskich słówek, które mają pewną charakterystyczną końcówkę – une terminaison np.

Np. propozycja – une proposition
rekomendacja – une recommendation
są w rodzaju żeńskim. Tutaj ta końcówka wskazuje na to, że najprawdopodobniej to słówko będzie w rodzaju żeńskim. Więc w momencie, kiedy zagłębiamy się w dany język, znajdujemy pewne ułatwienia, czy pewne metody, żeby lepiej zapamiętywać i kolejne słówka i kolejne jego zasady.

A więc po prostu: język francuski, jak każdy inny język ma swoje zakamarki, przez które po prostu trzeba się przedrzeć, przeczesać, ale jaka niesamowita satysfakcję niesie to, kiedy można się tym językiem posługiwać w praniu i w praktyce. Czego Wam serdecznie życzę, za co gorąco trzymam kciuki i zapraszam na bloga beatared.com, gdzie znajdziecie materiały do nauki języka francuskiego za darmo, z francuskim lektorem, czyli z moim mężem w tej roli, który czyta francuskie teksty.

Zapraszam i pozdrawiam serdecznie
Beata


Jeżeli uważasz, że tworzone przeze mnie materiały są pomocne, proszę podaj dalej.

O AUTORZE

BEATA REDZIMSKA

Jestem blogerką, emigrantką, poczwórną mamą. Kobietą, która nie jednego w życiu doświadczyła, z niejednego pieca jadła chleb.

Od prawie 20 lat mieszkam na emigracji we Francji, w Paryżu.

Uważam, że emigracja to dobra szkoła życia i wymagająca, choć bardzo skuteczna lekcja pokory. Ale też wewnętrznej siły i zdrowego dystansu do samego siebie i momentami wystawiającej nas na próby codzienności.

Jestem tu po to, by pomóc Ci zgłębić tajniki języka francuskiego, rozsmakować się w nim. Opowiadam historie, które pomogą Ci lepiej zapamiętać francuskie wyrażenia.

Czasami rozśmieszę lub zmotywuję.

Znajdziesz mnie również na Instagramie, gdzie piszę bardziej osobiście o moim życiu w Paryżu i mojej pasji, jaką jest nauka języka francuskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.