Kuchnia francuska

kuchnia francuska
Le café parisien rue Saint Dominique

Francuska gastronomia.

Ta jest nieodłącznym elementem francuskiego lajfstajlu. To tradycyjne i kulturowe umiłowanie do dobrego jadła i wyrafinowanego trunku przypisywane całej nacji.

Francja – kraj winem i żabami płynący.[ctt template=”6″ link=”hti_s” via=”yes” nofollow=”yes”]Francja – kraj winem i żabami płynący. @BEATAREDZIMSKA[/ctt]

Bon vivant.

No i jeszcze ekskluzywne fois gras, czyli gęsie wątróbki.

Francja to kraj, gdzie takim rozpoznawalnym wyznacznikiem stylu życia jest bycie bon vivant. Czyli kimś, kto pografi korzystać z życia i z przyjemności podniebienia.

Jak np Jacques Chirac, który swego czasu jako mer Paryża popuszczał sobie pasa na koszt podatnika. I jakoś Francuzi nie uważają za stosowne  – mieć mu to za złe. Jacques Chirac jako typowy bon vivant, czyli ktoś, kto potrafi docenić przyjemności stołu w zbiorowym odczuciu pozostaje jednym z najsympatyczniejszych byłych polityków.

Co jest wyznacznikiem francuskiej gastronomii?

To, o co potykamy się na codzień poruszając się po Paryżu. Na pierwszym miejscu porozstawiane bezpośrednio na chodnikach przed restauracją czy kafejką nakryte stoliki. Jeszcze puste, bo w oczekiwaniu na porę obiadową. Ta we Francji przypada na godzinę 12-stą. Bo tu nie ma instytucji drugiego śniadania (zamiast obiadu).

Bistro

Bistro – to prawdziwa instytucja, synomnim miejsca, gdzie można dobrze zjeść. Dobrze znaczy treściwie, smacznie, swojsko i to w przyzwoitej cenie. Nie przepłacając. Dlatego niektórzy restauratorzy sprytnie nadużywają tego szyldu. Bardziej w celach marketingowych.

Bistro to taki popularny szyld gastronomiczny, który Francuzom kojarzy się z dobrą kuchnią w przystępnej cenie.

Euro 2016.

Wspomnienie z minionego roku: Rozentuzjazmowana klientela paryskiego bistro w przeddzień finału EURO 2016 w Paryżu. Flagi, entuzjazm, autobus drużyny już z wymalowanym logo zwycięzcy Euro 2016. A w ostatecznym rozrachunku przegrana w finale i  sporo zawiedzionych nadziei. No i brak tego spodziewanego i wyczekiwanego wzrostu gospodarczego, który zwyczajowo staje się udziałem zwyięzców.

Nawet w najgorszy mróz znajdą się odważni wypić swoją codzienną kawę na zewnętrznym tarasie kawiarni.

Te paryskie kafejki i ten paryski klimat. Nawet o tej porze roku da się na nich, a właściwie na ich zewnętrznych tarasach – wysiedzieć.

Nauka francuskiego: Słówko/wyrażenie

Mettre la table

Bo kiedyś punktem wyjścia od bez którego w ogóle nie było możliwe korzystanie z uroków stołu i dobrego jadła było i to nie nakrycie do stołu (jak to dzisiaj przetłumaczylibyśmy to wyrażenie), ale postawienie stołu.

Tak, bo stoły (czy raczej obszerne deski zastępujące stół, wożono kiedyś ze sobą powozami, przemieszczając się z jednego pałacu do drugiego. Po drodze zatrzymywano się, aby przekąsić co nieco. A wtedy najpierw trzeba było rozstawić stół. I dopiero wtedy można było do niego zasiąść. Takie to były czasy.

A ja pozdrawiam Was serdecznie i podrzucam moje tegoroczne fotki z Instagrama.
Beata

Enregistrer

Enregistrer

Metro w Paryżu, czyli jaki środek transportu wybrać w Paryżu.

Przyjeżdżacie do Paryża i co dalej? Zatrzymujecie się w jakimś przytulnym hotelu, niekoniecznie w samym centrum miasta. Paryż jest dość rozległy – nie wszędzie da się dojść na własnych nogach, piechotę. Choć spacer po historycznym Paryżu – to bardzo fajna rzecz. Ale jeżeli musicie pokonać jakąś większą odległość, by dojechać stamtąd gdzie jesteście do centrum Paryża, najlepiej skorzystać z metra. A jeżeli już korzystać z metra to albo kupić od razu cały karnecik biletów (jednorazowych), albo kupić bilet kilkudniowy (co wyjdzie dużo taniej).

Dlaczego w Paryżu warto przemieszczać się metrem?

Metro jest tu najwygodniejszym środkiem transportu. Pozwala na szybkie i tanie przemieszczanie się z jednego miejsca na drugie. A to dlatego, że Paryż ma bardzo dobrze rozbudowaną sieć linii kolejowych.

  • Pociągi kursują tu z dużą częstotliwością.
  • W metrze nie ma korków. To bolączka „nadziemnego” Paryża zwłaszcza w godzinach szczytu.
  • Nie musimy martwić się o miejsce do parkowania. Zalezienie takiego „na powierzchni” to ogromna sztuka. Do tego jeszcze trzeba dokupić specjalną kartę, żeby w ogóle móc zapłacić za parkowanie. Jednym słowem zaparkowanie samochodu w Paryżu to …. cała epopeja.
  • Metro jest bardziej ekologiczne. Choć może akurat nas jako turystów już dużo mniej to interesuje.

Dlatego poprzedni mer pan Delanoe, a teraz jego następczyni (a wcześniej jego zastępca) pani Hidalgo robią wszystko, by obrzydzić Paryżanom (i nie tylko) używanie samochodu. A dla odmiany zachęcić wszystkich do korzystania z metra. Co nie przysparza socjalistom samych zwolenników. Merostwo Paryża od lat trzyma „lewica”. Niemniej  też nie przeszkadza w wygraniu kolejnych wyborów. Najpierw pan Deloanoe był merem Paryża  przez kilka kadencji. Aż wreszcie stwierdził, a może przekonano go, że pora oddać pałeczkę.

Krótka historia paryskiego metra.

Dość plotkowania o polityce i panu merze Delanoe. Zamiast tego kilka faktów z historii paryskiego metra.
Paryż dorobił się metra dużo później od innych wielkich aglomeracji: po Londynie (gdzie Metropolitan Railway działa od 1863 roku), po Nowym Jorku (City Subway zostało otwarte w 1868 r). Ale nie porównujmy go jednak do naszej Warszawki (i radosnej budowy metra???!!!!).

Paryż wchodzi w XX wiek z ambitymi planami metra.

Projekt budowy metra w Paryżu został zatwierdzony przez władze miasta dopiero w marcu 1898 roku. W efekcie czego u schylku starego stulecia stolica Francji była kompletnie przekopana, wzdłuż i wszerz pod przyszłe linie metra. Pewnie nie była to nałatwiejsza rzecz do zniesienia dla lokalnych fashionistek. Kostki umorusane w błocie przez te wieczne rozkopki i temu podobne uniedogodnienia. Ale wiecie, jak to mówią: chcesz być piękna – to cierp.
Imponującymi, jak na epokę pracami kierował przybyły z prowincji (z Bretanii) inżynier Fulgence Bienvenue  i Edmond Huet. Ten pierwszy (mimo sporego dorobu i zasług oddanych miastu) umarł w zapomnieniu. Na pocieszenie jego imię nosi jedna ze stacji: Montparnasse-Bienenue (jak sama nazwa wskazuje – stacja znajduje sie w pobliżu Wieży Montparnasse).

Pierwsza linia metra. Metro nr 1.

Pierwotny plan metra przewidywał 6 linii. Pierwszą linią była linia nr 1. To z niej pochodzą zdjęcia do tego wpisu. Dziś  jest ona całkowicie zautomatyzowana. Czyli jedzie bez motorniczego. Ale bez paniki jest bardzo bezpieczna. Linia ta przecina Paryż w linii prostej. Stąd wcześniej pierwsze szlify zdobywali na niej niedoświadczeni kierowcy. Rzadko też (z tego właśnie powodu) dotykały ją strajki. Bo młodzi pracownicy, zanim zastrajkują – dwa razy pomyślą. I o tu tu chodzi. To było to bardzo ważne dla wizerunku Paryza i dla wygody turystów. Bo z linii metra numer 1 korzystają właśnie w sporej części turyści. Obsługuje bardzo turystyczne stacje.  

Linia nr 1 została zaingurowana w lipcu 1900 roku. Zaraz też stała się jedną z atrakcji Wystawy Uniwersalnej z tegoż samego roku. Linia była rozpoznawalna dzięki eleganckim zejściom w dół z powierzchni miasta (tzw „bouche”) wykonanych z pomalowanego na zielono żeliwa.

Rozwój metra.

Dalej podziemnna sieć  metra rozwijała się dość szybko. Oj, Warszawiacy mają czego zazdrościć. Tak, że 13 lat później metro liczyło już 10 linii i przewoziło rocznie 467 milionów pasażerów.

W latach 1930-50 większość linii została przedłużona od samych przedmieści. Następnie w latach 70-tych podjęto prace nad modernizacją zarówno stacji, jak i sprzętu.  Wtedy zniknęły mityczne w odczuciu  wielu paryżan, tradycyjne kasowniki.

Czy leci z nami … motorniczy?

Choć na pojawienie się pierwszej całkowicie zautomatyzowanej linii metra trzeba było poczekać do roku 1998. Byla to linia nr 14. Linia nr 1 została zautomatyzowana całkiem niedawno (jakieś 5 lat temu).

Obecnie  paryska sieć metra jest jedną z najgęstszych na świecie o łącznej długości 214 km. Obejmuje aż 300 stacji. Nie licząc przystanków – widm. Jak np zamknięta dla użytku stacja Porte des Lilas – Cinema, która znalazła sobie zupłenie nowe, i to wcale nie powiązane przeznaczenie. Dziś wykorzystywana jest jako sceneria do kręcenia filmów.

Paryskie metro rocznie przewozi 1,4 mld pasażerów. Dla porównania nowojorskie 1,5 mld, londyńskie 970 milionów. A czy ktoś wie, jak się ma do tego nasze budowane w pocie czola warszawskie metro. Ta wiecznie niedokończona duma naszego realnego socjalizmu?

Pozdrawiam serdecznie

Beata

A na zdjęciach: 

Długie podziemne korytarze metra oblepione reklamami.  Na metro nigdy nie trzeba zbyt długo czekać.
Zautomatyzowane (dla bezpieczeństwa) portale linii nr 1.  Wygodne krzesełka na bardzo turystycznej linii nr 1. Ale nie na każdej linii metra można będzie podróżować w takim komforcie.

 
 

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Jak znaleźć mieszkanie w Paryżu?

Nie raz pisałam już o trudnej sytuacji mieszkaniowej w Paryżu. Chętnych na lokum jest tu dużo, a dostępnych mieszkań mało. Paryż jest otoczony obwodnicą. Po prostu nie może dalej się rozrastać (chociażby w przeciwieństwie do Berlina). Za to wciąż rosną tu ceny mieszkań (z małymi wahaniami w czasach kryzysu). No coż, takie jest prawo rynku. W efekcie cena metra kwadratowego w Paryżu jest horrendalna. Co sprzyja najróżniejsym pomysłom na znalezienie mieszkania. Oto kilka z nich:

  • Pomysł pełen uroku, choć efekt końcowy równie kosztowny: wykorzystanie brzegów Sekwany i mieszkanie na przycumowanej na stałe barce. Na pewno wyjdzie taniej w zakupie, ale trzeba przewidzieć spory miesięczny budżet na utrzymanie i kontrolę stanu technicznego. Ale to mój „coup de coeur” (czyli taka miłość od pierwszego wejrzenia). Barki na zdjęciu, co prawda nie są z Paryża, ale z pobliskiego Neuilly-sur-Seine (które ceną za metr kwadratowy i tak Paryżowi nie ustępuje).
  • Zaadoptowanie piwnic na cele mieszkaniowe. Nie zawsze jest to takie łatwe. Ciekawscy z chodnika co rusz zaglądają do domu. Okna wtedy muszą być okratowane. Ale co robić? Gdzieś trzeba mieszkać. A przecież najlepiej w Paryżu. Zresztą dobrze przystosowana piwnica może mieć spory urok.
  • Wykorzystanie pokojów na poddaszu na cele mieszkaniowe. Właściwie to nic nowego. Dawniej mieszkała w nich służba. Wchodziło się tam po osobnych schodach i nie raz oddzielnym wejsciem. Teraz z powodzeniem służą studentom, czy singlom (których w wielkich aglomeracjach sporo). Ale niektórzy łączą kilka takich pokojów w jedną całość, by uzyskać urokliwe mieszkanko na poddaszu z widokiem na Paryż.
  • Pomysłowść ludzka nie ma granic. Ile rzeczy można umiescić na malutkiej powierzchni? Niewiarygodne. Legalnie można już komuś wynając lokum o powierzchni 9 metrów kwadratowych (choć to powinno ulec zmianie do 14 metrów kwadratowych) lub o objętości 20 m sześciennych. Królują tu wysuwane meble. Nawet w jakimś reportażu o tego typu mieszkaniach widziałam wysuwany sedes. Potrzeba matką wynalazku.
  • Niektórzy decydują się na szukanie mieszkania coraz dalej od Paryża i na codzienne dojeżdżanie do pracy do stolicy Francji. Ta wciąż pozostaje jednym z największych zagłębi zatrudnienia.
  •  Są tacy, którzy dla zdobycia (a własciwie dla wynajęcia) mieszkania w Paryżu  decydują się na małe oszustwo np dostarczenie sfałszowanego zaświadczenia o pracę z wyższymi niż w rzeczywistości zarobkami. Nie raz pokazywano o tym reportaże we francuskiej telewizji. Fałszywe papiery (choćby i kiepskiej jakości) łatwo można dorobić np na Barbesse Rochechouart (stacja metra). A właściciele mieszkań nie zawsze wiedzą jak zweryfikować ich prawdziwość.
  • Politycy też mają swoje pomysły np stworzenie prawa umożliwiającego dobudowanie dodatkowych kondygnacji w istniejących już budynkach. W Paryżu zauważcie nie ma prawie wcale drapaczy chmur (jest wieża Montparnasse, ale co poza nią?). Projekt powraca przed wyborami i ląduje w koszu po nich. Nikt zapewne się na jego realizację nie odważy. Zbyt wiele stracą na wartości istniejące już mieszkania. I jakie urwanie głowy?
  • Pomysł kontrolowania czynszów (tzw encadrement des loyers), tak by nie wychodziły poza rozsądne granice, by nie były zbytnio podwyższane przy zawieraniu umowy najmu z nowym lokatorem (w stosunku do czynszu pobieranego od poprzedniego lokatora). Np pomysł przewidujący dodatkowy podatek dla zbyt łakomego własciciela lokalu. Ale wszystkie próby odgórnego kontrolowania rynku najmu mogą tylko zniechęcić potencjalnych inwestorów, czy osoby dysponujące mieszkaniem do wynajęcia. A to sytuacji na rynku mieszkaniowym nie tylko nie poprawi, ale jeszcze pogorszy.

Niech francuscy politycy łamią sobie głowę. My lepiej popatrzmy na urokliwe domy barki na Sewkanie.

Pozdrawiam. Dziękuję, że do mnie zajrzeliście.

Beata

Kafejki w Paryżu na Montparnassie.

 


Jakie jest ulubione miejsce artystów do pracy kreatywnej? 

Oczywiście kafejki. Bo gdzie najlepiej spisywać stada galopujących kreatywnych myśli? W kafejce. Na skrawkach najóżniejszych serwetek. W beztroskiej, artystycznej atmosferze, przesiąkniętej dymem papierosowym. Zdarzało sie, że artyści oddawali swoje prace w zamian (pod zastaw) za pożywny obiad. Może dziś te obrazy stały się nawet dziełami sztuki. Ale samą sztuką nikt się nie naje. A artysta przecież nie może żyć samym natchnieniem.
 

Każde miasto ma swoje kultowe kafejki. Paryż ma je również. I to nie jedną. Na jedne kafejki przychodziła moda, na inne odchodziła. Takie życie. Były okresy, w których artystyczna śmietanka upodobała sobie Dzielnicę łacińską. Były czasy, w których paryscy artyści spotykali się na Montmartrze. A był też taki czas, kiedy centrum artystycznego źycia w Paryżu był Montparnass. Cyganeria choćby najbardziej niezależna i kreująca swój własny nikomu niepodpożądkowany styl też rządzi się swoimi modami.
 

Kawiarnia La Rotonde.

Życie artystyczne na paryskim Montparnasie.

Moda na Montparnasse przyszła w szalonych latach 20-tych ubiegłego wieku. 

Wtedy Paryż był centrum światowej sztuki, zaś Montparnasse przeżywał swoje najlepsze lata (złoty wiek Montparnassu). Przez całą dekadę (lata 20-te XX wieku) Montparnass był najbardziej intelektualną dzielnicą Paryża.

Kawiarnie takie jak La Coupole, Le Dôme, La Rotonde przy bulwarach Raspail i Montparnasse przeżywały prawdziwe oblężenie. A przynajmniej były modnymi miejscami spotkań. Zbierała się tam śmietanka artystyczna czyli międzynarodowa i bardzo kosmopolityczna cyganeria. A wśód niej odnajdziemy nazwiska, o których później usłyszał cały świat.

Kawiarnia Le Dôme.
 

Czy mówią Wam coś nazwiska: Modigliani, Henry Miller, Kandinsy, Picasso, Hemingway, Chagall, Zadkine, Fujita, Matisse, Kisling, Boznanska? Co mają one ze sobą wspólnego. Dwie rzeczy: to artyści o ogromnym i uznanym dzisiaj talencie, którzy ukochali sobie Montparnasse z lat 20-tych XX wieku.

Po prostu w pewnym momencie Montparnasse zastąpił Montmartre jako siedziba paryskiej cyganerii? Dlaczego tak się stało. Z dwóch powodów:

  • Czynszów, które były tam tak samo niskie jak na Montmartrze (początkujący artysci zawsze biedują).
  • Dobrej lokalizacji (czyli centralnego położenia -na pograniczu Dzielnicy łacińskiej).

Kilka ciekawostek.

Pod koniec XIX wieku na Montrparnassie brylowała literacka kawiarnia Clozerie des Lilas (Zagroda Bzów) u zbiegu bulwaru Montparnasse, de Port-Royale i Avenue de l’Observatoire, naprzeciw pomnika Neya. Przesiadywał w niej np Apollinaire.

Kawiarnia Le Dome.


W kawiarni Le Dôme (otwartej w 1897 roku) przed pierwszą wojną światową podobno można było spotkać razem Lenina i Trockiego. Potem już było im nie po drodze, no i mieli bardzo napięte rozkłady zajęć.
 

La Coupole

 
Ale ponieważ wszystko, co dobre kiedyś się kończy, beztroska, kreatywna i raczej libertyńska atmosfera na Montparnassie też skończyła się  z krachem na giełdzie w 1929 roku.

Po wojnie kafejki w tej dzielnicy odżyły ponownie w związku z rozwojem dworca Montparnasse i wieży Montparnasse (dzisiaj o ponad 40 letniej historii) 

Pozdrawiam serdecznie.
 

Beata

Adresy tych kultowych kafejek:

  • La Rotonde, 105 Boulevard du Montparnasse, 75006 Paris, tel 01 43 26 48 26.
  • La Coupole, 102 Boulevard du Montparnasse, 75014 Paris ( tel 01 43 20 14 20)
  • Le Dome Café, 109 Boulevard du Montparnasse , 75 014 Paris (tel 01 43 35 25 81)

Paryż – rekordowe zanieczyszczenie powietrza. Czy w Paryżu da się jeszcze oddychać czystym powietrzem ?

Silne zanieczyszczenie powietrza (po francusku pic de pollution) to taki urok lub raczej skutek uboczny raczkującej wiosny w Paryżu. Po prostu w marcu i kwietniu obserwuje się tu spore różnice temperatur między temperaturą rano i wieczorem. Co sprawia, że zanieczyszczenia nie rozchodzą się (że tak powiem) w naturze. Źródłem tych zanieczyszczeń jest wzmożony ruch samochodowy i sezon grzewczy w toku. Może dać się to szczególnie we znaki osobom wrażliwym. Powietrze nad Paryżem jest teraz dość ciężkawe i ponure, co nie przeszkodziło jednak okolicznym drzewom zakwitnąć na wiosnę.

Paryż – rekordowe zanieczyszczenie powietrza tej wiosny. Jeżeli o tej porze roku wybieracie się do Paryża, czy Was to dotyczy ?

Lepiej nie robić sobie tu porannego joggingu wzdłuż autostrady (ale to chyba nikomu nigdzie nie robi dobrze). W Paryżu rozrywek intelektualnych nie powinno zabraknąć, a muzeów jest tu do zwiedzania na całe lata.

Merostwo Paryża podjęło pewne działania, które będą regularnie powtarzane jeżeli stan powietrza się pogorszy.  Tzw circulation alternée czyli to że w wybrane dni mogą jeździć tylko samochody z wybranymi numerami rejestracji (w parzyste dni – parzyste numery, w nieparzyste – nieparzyste numery). Kara za niedososowanie się wynosi jakieś 20 euro. Ale dotychczas (tej wiosny) taką restrykcję zastosowano tylko raz.

Generalnie merostwo stara się zachęcić Paryżan do stosowania bardziej ekologicznych środków komunikacji czyli metra i roweru, a pozostawienie samochodu w garażu. W takie dni miasto oferuje bezpłatnie  Paryżanom korzystanie z Vélib (rowerów) i darmowy parking dla samochodów o paryskich rejestracjach (tzn samocho samochód zostaje w domu, tam gdzie stał).

A jeżeli zdarzy Wam się przyjechać do Paryża w taki właśnie dzień, no cóż oddychać mimo wszystko się da. Sporo tu różnych parków i terenów zielonych, a poza tym w jest bród muzeów do zaliczenia. Chyba każdy, kto mieszka w dużej aglomeracji zna taki stan rzeczy. Zwyczajni ludzie (bez szczególnych problemów zdrowotnych) nie powinni odczuć tego zbyt boleśnie.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Jak odkrywałam Le Bon Marché …

Czy zdarzyło się Wam wejść gdzieś i poczuć się boginią? Mi przydarzyło się to w ubiegłym tygodniu, kiedy wybrałam się (z przewodnikiem w ręku) do najstarszego domu towarowego w Paryżu  – Le Bon Marché.  Warto tu dorzucić, że był to pierwszy dom towarowy, jaki w ogóle gdziekolwiek otwarto. Tak, dom towarowy został wynaleziony w stolicy Francji i jest w 100 % wynalazkiem francuskim. A nie jak przypuszczałam amerykańskim. Działo się to w drugiej połowie XIX wieku. Był to okres wielkich przemian społecznych, które dzisiaj wydają nam się oczywiste. Ale tak nie było zawsze. My, kobiety nie od zawsze mamy prawa wyborcze, nie od zawsze mamy możliwość pracy w dowolnym zawodzie. A przemiany w tym kierunku zaczęły się właśnie pod koniec XIX wieku. Przyczynkiem do nich był m.in. dom towarowy. Pomyślicie głupota. Ale, nie do końca.

Rewolucja społeczna rozegrała się w domach towarowych.

Bo w tych pierwszych domach towarowych rozegrała się prawdziwa rewolucja handlowa i społeczna. Oczywiście, jak zawsze chodziło o to, by sprzedawać jak najwięcej. A domy towarowe wymyślono po to, by robić to inaczej, ale też, by przyciągnąć w jedno miejsce jak najwięcej osób i by poszerzyć w ten sposób zwyczajowy krąg klientów. A pierwszym, który na to wpadł był  Aristid Boucicaut (czytaj Busiko) – twórca paryskiego Le Bon Marché.

Pierwszy dom towarowy w Paryżu Le Bon Marché.

Ten pierwszy dom towarowy (na którym będą wzorować się kolejne) został pomyślany jako świątynia na cześć kobiety. Miejsce, w którym każda klientka (niezależnie od zasobności portfela) poczuje się boginią.
Zastosowano tu nowatorskie jak na epokę (choć dziś oczywiste) techniki sprzedaży. Wszystko było pomyślane tak, by rozbudzić w klientkach gorączkę zakupową. Znacie to uczucie? Oj, chyba każdy kiedyś je odczuł na własnej skórze. Na czym to polegało? Po prostu:

  • Zapewniono  wolny wstęp do sklepu. Każdy niezależnie od swojego statusu społecznego mógł tam wejść i coś kupić. No i przy tej okazji każda kobieta mogła poczuć się boginią. Bo, i tu bardzo trafna obserwacja Aristida Boucicaut: każdy może mieć jakiś uciułany grosz do wydania.
  • Zapewniono wolny dostęp do towarów. Niby nic, ale każdy mógł je sobie pomacać, podotykać, poprzebierać. Tak rodzi się pragnienie posiadania.
  • Przebogaty asortyment dostępny na wyciągnięcie ręki. Jak tu wyjść z niczym?
    Ceny  były z góry ustalone i wywieszone. Położyło to koniec powszechnemu  i niekończącemu się uprzednio targowaniu. No proszę, jaki postęp. Ale jednocześnie…
  • Wprowadzona została możliwość wymiany lub nawet zwrotu towaru.

Ten pierwszy dom towarowy był sklepem ze wszystkim dla klientki-bogini. Podzielono go na działy. Z przebogatymi dekoracjami, które muszę to przyznać, nawet dzisiaj wywarły na mnie wrażenie. A bądź co bądź jestem przyzwyczajona do wielkich centrów handlowych. Ale te wszystkie Diory, Chanele i mój ukochany Salvatore Ferragamo na wyciągnięcie ręki przyprawiły mnie o lekki zawrót głowy i lekko onieśmieliły.

Pojawiły się też pierwsze promocje i reklamy. Dziś rzecz oczywista. Wszyscy handlowcy  czekają na soldy jak na wybawienie (od bankructwa).

Klientkom z prowincji (i nie tylko) udostępniono także katalogii wysyłkowe. Niewinna metoda na podsycanie pożądania… na odległość.

A chodziło o to, by przyciągnąć jak najszerszą klientelę. Ale przy okazji spowodowało to wzrost znaczenia mody w życiu społeczeństwa. A w efekcie moda w końcu zdemokratyzowała się. Czyli stała się dostępna również dla mniej zamożnych klas.

Droga do emancypacji kobiet przeszła przez domy towarowe. Błogosławiony shopping.

Pierwsze domy towarowe nie tylko przypominały świątynie wzniesione na cześć kobiety. Bo jednocześnie, choć niezauważalnie otworzyły drogę do emancypacji kobiet. Zarówno tych z klasy robotniczej, jak i tych z zamożnej burżuazji. Jak?

  • Tym pierwszym, z biedniejszych klas (często przybyłym z prowincji) nowo powstałe domy towarowe otworzyły możliwość „robienia” kariery zawodowej. Niby wielkie słowo: robienie kariery. Ale w tamtych czasch tak postrzegano możliwość awansu od panienki sklepowej do kierowniczki sklepu.
  • Jednocześnie domy towarowe oznaczały początki emancypacji dla pań z burżuazji, które odtąd mogły same wyjść z domu (bez przyzwoitki czy damy do towarzystwa). Miały gdzie pójść i gdzie spędzić wolny czas. Wydając pieniążki pana małżonka.

Tak narodził się „shopping”, który jednocześnie (nie śmiejcie się – to zupełnie na poważnie) był małym krokiem na drodze do aktywności zawodowej kobiet i naszej emancypacji.

No i tak wzrosło znaczenie mody. Wszyscy handlowcy bowiem pragnęli przyciągnąć do siebie jak najszerszą klientelę. I to już nie tylko tę najzamożniejszą. W ten sposób moda uległa demokratyzacji.

Le Bon Marché – pierwszy dom towarowy

Ale pamiętajmy, że pierwszy dom towarowy został otwarty w Paryżu w roku 1852 przez niejakiego Aristida Boucicaut i nazywał się Le Bon Marché. Na początku był to zwykły kramik przy ulicy rue de Sèvres. Jego sukces był natychmiastowy. W przeciągu zaledwie 10-ciu lat sklep zwiększył obroty 15-to krotnie. Pozwoliło to jego założycielowi sfinansować gigantyczną rozbudowę sklepu. Kierownictwo prac architektonicznych zostało powierzone pewnemu panu Gustawowi Eiffelowi i Ludwikowi-Karolowi Boileau.

W ślad za Boucicaut podążyli inni przedsiębiorcy. W Paryżu pojawiały się kolejne wielkie domy towarowe (które podobnie jak Le Bon Marché istnieją do dziś). Są to:

  • Le Printemps (otwarty w 1874r),
  • Galeries Lafayette (otwarta w  1894r),
  • La Samaritaine (otwarta w 1900r, obecnie zamknięta z powodu prac),
  • BHV (czyli Le Bazar de l’Hotel de Ville).

Kim był Aristide Boucicaut, który zrewolucjonował handel i wyprzedził swoją epokę?

Otóż był to skromny pończosznik z Normadnii, syn prostego kapelusznika, właściciela małego sklepiku w prowincjonalnym francuskim miasteczku. Sam Aristide Boucicaut rozpoczął karierę w sklepie ojca, a następnie pracował  jako obwoźny sprzedawca na lokalnych jarmarkach.

Ale w gdzieś w głębi ducha w młodym człowieku krył się odważny przedsiębiorca, wizjoner, spragniony nowych wyzwań, gotowy podjąć ryzyko i  ruszyć w nieznane. Zamiast więc kontynuować rodzinną tradycję po drodze wytyczonej przez ojca i przejąć rodzinny interes, młody Boucicaut w 1835 roku  wyjechał do Paryża.

Tam, ten ambitny młody mężczyzna, bez zbytniej ogłady towarzyskiej podjął pracę jako drobny sprzedawca w Petit Saint-Thomas na ulicy rue du Bac. Pracował tu przez kolejne 15-scie lat. Tu poznał swoją przyszłą żonę, pracownicę sklepu rzeźnego z tej samej ulicy. Aristide Boucicaut stopniowo piął się w górę (jako pracownik). Aż w końcu awansował na stanowisko szefa dzialu. Ale na skutek burzliwych wydarzeń z roku 1848 stracił  pracę.

Aż w 1852 r wszedł w spółkę z właścicielem zniszczonej budy noszącej nazwę Au Bon Marché. Tu wcielił w życie swoje postępowe pomysły. A czasy były po temu sprzyjające: rewolucja przemyslowa, mechanizacja przemysłu (początki masowej produkcji), wyż demograficzny, wzrost statusu społecznego burżuazji. I tak oto mały skormny człowiek rozpętał prawdziwą burzę, która zrewolucjonowała handel.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Enregistrer

Exit mobile version