Co schrzanił Emmanuel Macron, że ludzie już mu nie ufają?

EMMANUEL MACRON

Jak Emmanuel Macron spalił swoją komunikację? Co zrobił, że ludzie już mu nie ufają?

Nie ufają mu w tym sensie, że nie mają i nie robią sobie większych złudzeń, że ten zrobi coś, co poprawi ich byt.

Stracił kredyt społecznego zaufania, który był mu dany na początku jego mandatu, kiedy wiele osób chciało wierzyć, że będzie tym prezydentem, który wreszcie zakasa rękawy i przekopie wzdłuż i wszerz Francję (było na to społeczne pozwolenie, ale Francuzi nie lubią zmian).

Czy Emmanuel Macron zmarnował pokładany w nim kapitał zaufania? A jeżeli tak jak do tego doszło?

Przytaczam w tym tekście symptomatyczne wypowiedzi zwyczajnych ludzi, które zebrał ostatnio francuski tygodnik Express.

Które pokrywają się z tym, co sama odczuwam, czy odbieram wokół siebie.

Najbardziej symptomatyczna moim zdaniem jest ta wypowiedź:

Myślałem, że to Mesjasz, wybawiciel Francji. Ale teraz już tylko wierzę, że podobnie jak wszyscy poprzedni prezydenci po prostu nie dotrzymuje swoich obietnic.

Je pensais que c'était le Messie, le sauveur de le France. Mais maintenatn, je croix que comme tous ces présidents de la République, il ne tient pas ses promesses.

Młody, za młody, czy dobrze, że taki młody?

Po pierwsze jego młodość relatywna, jak na polityka (który sięgnął po najwyższy w państwie urząd), która choć owszem była swego rodzaju znakiem zapytania, ale raczej interpretowanym pozytywnie.

Z początku ta jego młodość wzbudzała nadzieje i bardziej była postrzegana jako zaleta niż jako wada. Kiedy dzisiaj bardziej wydaje się wadą niż zaletą.

Młodość i wypływające z niej cechy, które można zinterpretować w zależności od punktu widzenia (mniej lub bardziej przychylnego), a szczególnie w zestawieniu z tak odpowiedzialną funkcją w ten czy inny sposób:

Emmanuel Macron – inteligentny i błyskotliwy, a do tego momentami całkiem smakowicie zjadliwy w swojej komunikacji.

Ale jeżeli właśnie te jego cechy na samym początku wzbudzały nadzieje.
Dzisiaj wręcz przeciwnie…

Co z tego, że jest błyskotliwy, skoro na wszystkich patrzy z góry, poucza, daje moralizatorskie lekcji i PRZEDE WSZYSTKIM BRAK MU EMPATII.

Ludzie wierzyli, że mimo braku doświadczenia w polityce nauczy się (nie piastował wcześniej żadnego mandatu wyborczego – co nawet było w pewnym sensie zaletą – bo ludzie chcieli zmiany).

Mimo, że nauczył się dużo. A mnie nawet osobiście zaskoczył siłą charakteru, którego u kandydata na prezydenta – Macrona nie podejrzewałam i podobnie, jak wielu miałam wątpliwości co do tego, jak poradzi sobie z takimi starymi wyjadaczami jak Trump czy Putin.

Nie nauczył się jednego – EMPATII.

To ten wyczuwalny brak empatii dla drugiego człowieka położył całą jego komunikację i zraził do niego ludzi. Przekreślił pokładane w nim nadzieje wielu.

Ten brak EMPATII – jakby nie miał ku temu odpowiednich pokładów wrażliwości, albo żył zbyt odległym świecie….
Tak jak Nicolas Sarkozy nie nauczył się wewnętrznego spokoju.

Owszem w czasie swojej pierwszej zwycięskiej kampanii prezydenckiej wbijał się w wizerunkowo wyciszający i ocieplający wizerunek – golfik (bo golfik bardziej kojarzy się ze spokojnym intelektualistą, niż z nieumiejącym usiedzieć w jednym miejscu politykiem, którego rozpiera własne ego).

Ale, jak to mówią ciągnie wilka do lasu. W końcu wychodzi jego prawdziwa natura.Tę naturę można tuszować umiejętną komunikacją, ale ona w końcu wróci do galopu.


To, co podobało się wielu Francuzom u Macrona – jego tzw franc-parler – to, że wali prosto z mostu i między oczy…

Tyle, że jakby źle wykorzystał ten potencjał.

Bo mówienie odważnych rzeczy ma spory potencjał mediatyczny, tzn roznosi się niczym huragan po mediach. Ale kiedy te ranią zwyczajnych ludzi…

I tak ludzi coraz bardziej razi ten Macronowy BRAK EMPATII.

Bo więkoszość wyborców chciałaby postrzegać prezydenta:

  • jako kogoś, kto jednoczy (a nie jeszcze bardziej dzieli na biednych i na bogatych),
  • jako kogoś, kto weźmie pod swoje ochronne skrzydła, a nie tylko będzie ciągle wypominał….

I tu bycie młodym nie pomaga. Co innego, kiedy pewne rzeczy mówi ktoś starszy w latach…

Taki niedawny przykład –

Czy wymsknęło się Emmanuel Macron, czy może nawet nie wymsknęło się, tylko wypuścił z siebie to, co mu to leżało na wątrobie: walnął podczas jakiejś spontanicznej konfrontacji z tłumem kawę na ławę – mówiąc (co jest jego zaletą – spontaniczność – wywalenie na stół sedna swojej myśli, zamiast bezproduktywnej gołomowy):

We Francji działo by się inaczej, gdyby Francuzi mniej się narzekali. Nie zdajemy sobie sprawy, jakie mamy szczęście, że możemy żyć w takim kraju.

La France se porterait «autrement » si les Français se plaignaient moins. On ne se rends pas compte de la chance immense qu’on a.

Za co oczywiście – zgodnie z tradycja spadły na niego gromny, bo we Francji w dobrym tonie leży narzekanie.

Ale też wiele osób ma tutaj problem z dopięciem rodzinnego budżetu.

I znowu wiele odczytało to, jako takie kolejne poganianie ludu, by ten wziął się w garść.


Szczególnie w kontekście wcześniejszych, bardziej dosadnych i rażących w konkretne grupy docelowe wypowiedzi w stylu, że najlepszą metodą jest zapracować sobie na swój garnitur.

W wymianie z grupą strajkujących, potyczka słowna z pewnym bezrobotnym, swego czasu szeroko komentowana (w czasach, kiedy E. Macron był jeszcze ministrem).

Macron: Nie zastraszysz mnie tym swoim podkoszulkiem. Najlepszym sposobem, by móc kupić sobie garnitur jest pracować.

«Vous n'allez pas me faire peur avec votre tee-shirt. La meilleure façon de se payer un costard, c'est de travailler». 

W odpowiedzi na co bezrobotny: Ale ja marzę o tym, by pracować, panie Macron.

http://www.lefigaro.fr/politique/le-scan/2016/05/27/25001-20160527ARTFIG00392-emmanuel-macron-le-meilleur-moyen-de-se-payer-un-costard-c-est-de-travailler.php

«Mais je rêve de travailler monsieur Macron».

I tu czy na tej linii zawiodła ta mediatyczna skądinąd i początkowo bardzo obiecująca komunikacja?


W kontekście takich wypowiedzi (były jeszcze inne, np o niereformowalności Francuzów … ) młodość E. Macron – relatywna, ale jak na polityka na najwyżym urzędzie – wprost fenomenalna – która z początku była postrzegana z nadzieją, coraz bardziej w odczuciu ludzi nabiera cech negatywnych bo:

skoro młody to: arogancki, a jeszcze daje lekcje moralizatorskie starszym od siebie (np emerytom)….

Prezydent odcięty od rzeczywistości, którą przeżywają zwyczajni ludzie: klasa średnia i ludzie o skromnych dochodach.

Président coupé des réalités vécues par les classes moyennes et lest classes populaires.

Młody (jeune), niedostępny, czy raczej odcięty od rzeczywistości (déconnecté), arogancki (arrogant), zarozumiały (prétentieux), mały kogucik (un petit coq) -kogut jest symbolem Francji.

Patrzy na innych z góry, ponieważ jest byłym bankowcem.

Il prend les gens de haut parce que c’est un ancien banquier. 

Tymczasem, kiedy jeszcze ta jego młodość była postrzegana jako zaleta, kojarzyła się bardziej z energią do działania, siłą przekonań i chęcią.

Bo młody, błyskotliwy, człowiek czynu, który potrafi znaleźć rozwiązania, który chce posunąć naprzód Francję, energiczny i prący do przodu.

  • brillant (błyskotliwy),
  • homme d’action (człowiek czynu),
  • c’est quelqu’un qui trouve des solutions (ktoś, kto potrafi znaleźć rozwiązania),
  • qui veut faire avancer la France (ktoś, kto chce posunąć naprzód Francję),
  • énergique et fonceur (energiczny i prący do przodu).


To rozczarowanie Francuzów jest wprost proporcjonalne do pokładanych w nim jeszcze niedawno nadziei odnośnie poprawy swojej codzienności.

Bo Francuzi pokładali swoje nadzieje właśnie w tej jego młodości i wynikającym z niej dynamizmie.

Oczywiście ta młodość mogła wydawać się pewnym zagrożeniem, bo z młodością w parze idą takie rzeczy, jak brak doświadczenia, lekkomyślność, czy wręcz bezczelność.

I w tym momencie, kiedy ludzie czują się rozczarowani, młodość ich prezydenta nabiera bardziej tych negatywnych cech:

  • brak doświadczenia (manque d’expérience),
  • téméraire (lekkomyślny, zuchwały, nierozsądny).
  • A jeszcze coraz bardziej oddalony od zwykłych ludzi i ich codziennych problemów (deconnecté)
  • Uosabia świat sukcesu i nowoczesności (incarne le monde de la réussite est de la modernité), 
  • świat od którego wiele osób (emeryci, bezrobotni) czują się bardzo mocno oddaleni (un monde dont beaucoup se sentent éloignés).

Świat, który ich nie dotyczy, w którym nie ma dla nich miejsca. I to w połączeniu z brakiem empatii.

Plus brak widocznych rezultatów. Ludzie wciąż mają problem z dopięciem domowego budżetu, ze znalezieniem zatrudnienia – ale już jakby nie wierzą, że Emmanuel Macron jest rozwiązaniem, czy że znajdzie rozwiązanie…

Więc manifestują…


I coraz wyraźniejszy staje się ten rozdźwięk:

Macron coraz bardziej jest odbierany jako prezydent, który jest bardziej szefem firmy niż szefem głową rodziny.

Macron, c’est le patron, pas le chef de la famille. 
  • Jako prezydent bogatych. C’est un président des riches.
  • Który daje bogatym, mówiąc, że reprezentuje lewicę. Il donne aux plus gros en se disant de gauche.
  • Prezydent, który nie słucha Francuzów. Un président qui n’est pas du tout à l’écoute des Français.

Czyli jak można spalić komunikację.

Tu jego swego rodzaju „dziewictwo polityczne” dawało ludziom nadzieję, skoro nigdy wcześniej nie był częścią systemu, nie zdobył żadnego mandatu elekcyjnego, nie był wybranych w żadnych innych wyborach – był technokratą, bankowcem, ale ludzie właśnie w tym pokładali w nim swoje nadzieje, widząc z nim kogoś spoza systemu, z nadzieją, że zmieni ten system.

Gdyby to było takie proste i można było to zrobić tak od ręki nie zmieniając mentalności ludzi.

Czy na tej linii spaliła jego własna komunikacja?

Owszem ta jego szczerość, to walenie prosto z mostu i po łapach wydawało się atutem.

Te jego niekontrolowane, ale często skalkulowane wypowiedzi: konkretne, dosadne, smakowite dla wszelkiej maści mediów, ale też bolesne dla niektórych.

Co z tego, że ten jego sposób komunikacji łamie pewne konwenanse, czego w pewnym sensie, oczekujemy od politykó…

skoro to nie przekonuje, a raczej denerwuje.

Bo nierozumiejący szarych ludzi prezydent –  prezydent bogaczy daje moralizatorskie lekcje.

Ale co on wie o życiu?

Ta jego niezdolność do pochylenia się nad człowiekiem i jego problemami.

Kiedy coraz bardziej wyczuwalny staje się brak empatii, brak cierpliwości, dający odczucie, jakby wszystkich poganiał i pouczał. Kiedy ludzie chcą od prezydenta tego, by owszem był ponad wszystkich, ale przede wszystkim, by zrozumiał i wysłuchał.

Myślałem, że to Mesjasz, wybawiciel Francji. Ale teraz wierzę, że podobnie jak wszyscy prezydenci po prostu nie dotrzymuje swoich obietnic.


Je pensais que c'était le Messie, le sauveur de le France. Mais maintenatn, je croix que comme tous ces présidents de la République, il ne tient pas ses promesses.

Zapisz się na Newsletter o Paryżu i nauce francuskiego

Related posts

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.