Dlaczego nie zazdroszczę pracy pracownikom RATP.

CZEKANIE – CZEKANIE – CZEKANIE. KIEDY NIE MA CO SIĘ DENERWOWAĆ….

Doszłam do wniosku, że nie zazdroszczę pracy francuskim kolejarzom, a konkretnie pracownikom RATP. Bo….

Stań tu człowieku pośrodku nabuzowanego negatywnymi emocjami tłumu, któremu awaria na torach pokrzyżowała plany na dany dzień i tłumacz, że nic nie możesz dla tych ludzi zrobić.

Jedyne, co zostaje to cierpliwie czekać.

Tak, że mało co tego człowieka nie zlinczował, ten skądinąd kulturalnie podróżujący tłum…

Czyli jak to malowniczo w takich sytuacjach powiedzieli by Francuzi –

bouffer tout cru - zjeść żywcem na surowo.

Bo zostaje tylko czekanie, a ludziom puszczają nerwy.

A to było tak: jechałam pierwszym porannym pociągiem do pracy, kolejką podmiejską RER linia A. Jechałam sobie do momentu, kiedy ruch na torach zamarł, bo stwierdzono uszkodzenie szyny.

I dobrze, że je stwierdzono, zanim na nią wjechaliśmy.

Ale okazało się, że to spowoduje godziną przerwę w ruchu. I nic nie przygotowano w zastępstwie.

Jednym słowem ci, którzy dalej mieli przesiąść się na inny pociąg, już go nie złapią.

A ci którzy jechali tego rana do pracy, prawdopodobnie się do niej spóźnią.

Je byłam z tych drugich, jechałam tylko do pracy. Ale wiadomo: praca nie zając, nie ucieknie. Choć stres jest….

Ale nie wiem, czy wiecie, że w takich sytuacjach na francuski stacjach można poprosić o usprawiedliwienie.

Oni mają specjalnie przygotowane na taką okazję druczki – siła wyższa, okoliczności niezależnych od pracownika. Generalnie pracodawcy to dobrze przyjmują.

A ten osaczony przez rozentuzajzmowany inaczej tłum pracownik koleji szczodrze te druczki rozdaje. Dla niego to prawie że glejt na przeżycie.

Ale są tacy, którzy nie jadą do pracy…. Tylko gdzieś dalej.

Co z kolei oznacza, że niczym klocki domino sypie się ich misternie rozplanowany – plan dnia.

Bo kiedy jeden pociąg ma spóźnienie, prawem rozpędzonego domino :

  • spóźniasz się na drugi,
  • albo siedzisz pół dnia na jakiejś stacji, bo masz do wyboru 2 połączenia – jedno rano, drugie po południu…

A ta perspektywa potrafi niejednego wyprowadzić z równowagi.

A to niczemu nie służy. Ale do tego generalnie dochodzi się dopiero po fakcie.

No i wtedy, co generalnie robi współczesny człowiek, kiedy po drodze do pracy spotykają go nieprzewidziane perturbacje, niezależne od jego woli (tzn zupełnie wbrew jego woli) i do tego zupelnie niezawinione?

Ano 😘😇👀 Wyżywa się w social mediach. Konkretnie na FB.

Po francusku brzmiało by to: se défouler sur Facebook.


Pokusa wywalenia tego z siebie jest silniejsza ponad jakąkolwiek wstrzemięźliwość.

Ot dlaczego jeden niezadowoleny klient narobi więcej szkody niż 10 zadowolonych – pożytku.

Kiedyś to trzeba było się dobrać do jakieś książki zażaleń, dzisiaj mamy social media. A tam wolna amerykanka.

Im bardziej po kowbojsku i z przytupem, tym większa siła przebicia.

Prawda jest taka, że social media, czy wylanie tego, co ma się na żołądku w social mediach pozwala ostudzić własne emocje, czasami rozpalając pożar po drugiej stronie.

Ale skoro nas tam już nie ma.

Puściliśmy to na Facebooka, teraz jesteśmy ZEN….

Tak – walnęłam to sobie na Facebooka, poczułam sie zen….

Dziękuję tym wszystkim, którzy mnie wysłuchali, przepraszam tych, którzy się za mnie martwili.

Dopiero po kilku dniach – mea culpa – nabrałam do tego dystansu…
Po co się denerwować, skoro jedynym wyjściem jest czekać.

Podróże kształcą.

Częste podróże uczą cierpliwości, pokory wobec sił wyższych, zrozumienia dla drugiego człowieka, kiedy ten stoi w środku rozentuzjazmowanego inaczej tłumu, rzucony mu na pożarcie, kiedy ma mu do powiedzenia niepopularną prawdę, czyli że po prostu nie da się zrobić inaczej, jak tylko czekać…


Szacunek dla wystawianych na tak ciężkie próby kolejarzy.

Pozdrawiam serdecznie
Beata

Najnowsze wpisy

Zapisz się na Newsletter o Paryżu i nauce francuskiego

Related posts

Leave a Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.