Jak Francuzi widzą inne narody?

jak francuzi widzą polaków

Bo Francuzi to taki naród, miejscami z dość zjadliwym poczuciem humoru. Bo wiecie, jak to jest. Wszyscy mamy i trzymamy się wyrobionych stereotypów na temat innych nacji. Ale Francuzi dodatkowo wynajdują czy adaptują dla nich, i to z pewnym takim przekąsem – nowe nazwy.
I tak pozostając w klimacie włoskiej restauracji, których z racji liczby włoskich emigrantów jest we Francji całkiem sporo.

Włosi – Rital

Na Włochów Francuzi mówią rital.

Hiszpanie – Spaingouin.

Na Hiszpanów – spaingouin, co w brzmieniu daje spangłę. Mi jakoś tak rozkosznie kojarzy się to z pingwinem. Po francusku pinguin. W wymowie pęgłę. W sumie to nie za bardzo wiem czemu. Bo gdzie rozpalona słońcem barcelońska plaża (a to już nawet nie Hiszpania, tylko Katalonia). A gdzie biegun polarny, obsadzony przez rozkracznie postępujące (mam na myśli specyficzny sposób poruszania się) – pingwiny.

Anglicy. Rosbeef.

To dla Francuzów krwawi zjadacze ociekających krwią i mięsiwem, rustykalni w gustach kulinarnych – rosbeef. Grubiańskich gustach kulinarnych dla delikatnego podniebienia miłośników wykwintnej galanterii żabich udek.

Niemcy to Boche.

Wymawia się to BOSZ. Zbieżność lingwistyczna z nazwą niemieckiej marki Bosch. Sprzedającej wiertarki i temu podobne spełnione technicznie ustrojstwa. Opieczętowane niepoddawalnym w wątpliwość znakiem rozpoznawczym niemieckiej technologii, tzw Deutsche qualitat.

Tak, Francuzi bardziej ufają legendarnej Deutsche qualitat niż swojej technologii. Ostatnio mój mąż Francuz (oj, jak nieładnie obgadywać za plecami), szczycił się, że ma gablotę – po francusku bagnole – co prawda francuskiej marki – Citroen, ale za to wyprodukowaną w Niemczech. Czyli ten Deutsche qualitat.

No i my Polacy. Polac.

Ze sztandarowym produktem naszego lokalnego rękodzieła. Jak kiedyś chłopaki z ochrony (wiecie ten dodatkowy mięsień w miejsce mózgu) próbowali nawiązać ze mną inteligentną konwersację. A wyglądała ona mniej więcej tak:

Skąd jesteś?
Z Polski.
Znam, Żubrówka.

Polac. Tak nas tu nazywają. I dziwić się, że najbardziej kojarzonym z nami wyrażeniem jest soûl comme un polonais. Pijany jak Polak.

Podobno ma to bardziej sentymentalno – nostalgicznie – budujące dla naszego narodowego ego – uzasadnienie.
Bo Polak potrafi. Powiedział Napoleon. Następnego dnia po tym, kiedy chłopaki sobie popili, a on – tzn Napoleon – robił przegląd wojska. A tu wszyscy leżą pijani trupem…. Ale nie Polacy…. Polacy stoją na baczność: au garde a vous. Na kacu, ale na baczność. Bo Polak to potrafi.

Wtedy podobno ten malutki wzrostem Napoleonek, Korsykańczyk i wizytówka Francuzczyzny w świecie – radził swoim współrodakom, by jak upijać się, to tak, jak Polacy. Soûl comme un polonais.
Żeby nie mrugnąwszy okiem w stanie niezmąconego zamroczenia stać na baczność i trzymać pion. Alleluja. Pomroczność jasna. Bez znieczulenia.

Pozdrawiam serdecznie

Beata

Zapisz się na Newsletter o Paryżu i nauce francuskiego

Related posts

Leave a Comment