Paryż z mojego Instagrama. Historie pogodne w niepogodne popołudnie.

co warto zobaczyć w paryżu

Historie pogodne w niepogodne popołudnie.

Zza oknem od dwóch dni nie ustaje ulewa. Tak feralnie się składa, że jak tak dalej pójdzie tradycyjne święto sąsiadów będzie obywać się pod strugami deszczu. Sąsiad z sąsiadem przemoczony do suchej nitki. Albo będą pustki. Nikt tego święta dzisiaj świętować nie będzie. A szkoda. Bo sympatyczna, taka dobro sąsiedzka i długa to tradycja.

Dlatego w ten pochmurny dzień wbrew ponurej pogodzie i udzielającego się za jej pośrednictwem nastroju… historyjki pogodne. Prosto z Paryża.

Nawiązując do święta sąsiadów. Tu należy się małe wyjaśnienie mojemu sąsiadowi….
No bo jak dobrze jest mieć sąsiada, jak to śpiewano dawniej. Ale dzisiaj dobrosąsiedzkie relacje nie raz mogą się rozbić o obsikane przez cudzego psa – opony samochodowe.

co warto zobaczyć w paryżu

Dlaczego mój pies znowu obsikał Twój samochód?

Tzn nie zawsze mój, i niekoniecznie ten na zdjęciu. Bo ten na zdjęciu jest  dobrze przywiązany. Ale wszyscy dobrze wiemy, że psy mają nawyk oznaczania swojego terytorium za pomocą siusiu. Dlatego każda szanująca się psinka, co kawałek w namaszczeniu podnosi tylną nóżkę i co rusz, coś tam obsikuje. Przydrożną lampę, trawnik, samochód…. Ale w rzeczywistości to nie wcale tak prozaicznie i banalnie obsikuje, tylko oznacza jako swoje terytorium wcześniej też oznaczone jako swoje przez jej piesią konkurencję. A jeżeli jest jedno takie miejsce, które psy obsikują ze szczególnym upodobaniem, które z kolei może doprowadzić do gorącego konfliktu sąsiedzkiego. A są nim jeszcze ciepłe niczym świeżutkie bułeczki opony samochodowe. Jeszcze ich właściciel nie zdążył dobrze odejść, a już zdesperowana piesia je obsikuje. No i może sąsiad, do którego należy feralny samochód, jeszcze się dopatrzy tej zniewagi. Ale tu nic osobistego nie ma. Nie w stosunku do sąsiada. Nawet​ jeżeli Bogu ducha winna psinka z takim zaangażowaniem wyżywa się sikając na jego  samochód. A to tylko dlatego, że takie cieplutkie, jeszcze lekko dymiące opony wydzielają aromat przypominający zapach siusiu jego psiej konkurencji. A jeżeli psina z takim zacięciem na nie sika, to dlatego że za wszelką cenę chce przykryć ten zapach i udowodnić wszem i wobec, że to jej terytorium. Co by się nie działo…

Mityczne miejsca Paryża, czyli

co warto zobaczyć w paryżu

Wieża Eiffla

Jest taka przezabawna reklama paryskiej gazety Le parisien. Para Japończyków zwiedza Paryż. Z przewodnikiem w ręku szukają Wieży Eiffla. Już są u jej stóp. Tyle, że odwróceni do niej plecami, nie widzą jej. Wtedy pytają o drogę rodowitego Paryżanina, a ten odsyła ich w dokładnie przeciwnym kierunku. I tu włącza się motto, czy slogan z reklamy: Le Parisien. Il vaut mieux l’avoir en journal. Lepiej mieć go w wersji papierowej, niż taki oryginał na żywo.
Niemniej
Żelazna Dama jest takim żelaznym punktem zwiedzania Paryża. Nie można jej przeoczyć. Chyba, że nieopatrznie zapytajcie o drogę niewłaściwą osobę. Jak w tej reklamie. Wypatrzyć ją można i potraktować jako punkt odniesienia z różnych punktów Paryża. I nie tylko Paryża. Bo to zdjęcie, i to wcale nie jest ono wyzoomwane, zrobiłam z podparyskiego Neuilly sur Seine.

co warto zobaczyć w paryżu

U Maksyma.

Mityczne, legendarne paryskie bistro „U Maksyma”, czyli Maxim’s na rue Royale. Założone przez pewnego Maksyma: niejakiego  Maxima Gaillard – zwykłego chłopca kawiarnianego i jego kolegę Georga w 1893 roku. Którzy na tę okazję zanglizowali swoje imiona, czyli zaczęli zapisywać je z angielskiego Maxim’s and George’s. Co okazało się sprytnym chwytem marketingowym i przyciągnęło do U Maksyma światową klientelę, złotą młodzież z tzw Belle Epoque. A jednak… Co z tego, że złota młodzież i tzw śmietanka towarzyska lubiła się bawić U Maksyma, skoro notorycznie i prozaicznie zapominała płacić swoje rachunki. Ciężkie życie restauratora. Tytułowy Maksym popadł w długi i musiał odsprzedać tę modną, popularną i z pozoru dobrze prosperującą restaurację.

Ale w czym ta historia jest pogodna?

No, sama nie wiem. No może w tym, że można splajtować i mimo tego przejść do historii (z firmą, z którą się splajtowało). Bo w  ten sposób imię Maksyma jest nam znane do dziś…

co warto zobaczyć w paryżu

Moja prywatna historia pewnej trudnej miłości.

A było to tak….

Pamiętam, jak dawno dawno temu, w czasach kiedy po ziemi chodziły same dinozaury (jak ja), czyli celem ścisłości jakieś kilkanaście lat temu, mój dobry kolega kupił sobie swoją pierwszą hulajnogę. A potem opowiadał mi jak to na tej hulajnodze zasuwał po chodniku, a ludzie patrzyli na niego jak na idiotę. A ja tak sobie słuchałam i w duchu myślałam: idiota. No a dzisiaj, jak sobie to przypominam, myślę o sobie: jaka była że mniej idiotka. Jaka porażająca długowzroczność z mojej strony. Może nadszedł ten moment, by  kupić sobie hulajnogę. Tylko idioci nie zmieniają zdania?

Tyle paryskich kminnotek. Na bieżąco możecie śledzić je na moim Instagramie….

Miłego weekendu.

Pozdrawiam serdecznie Beata

Zapisz się na Newsletter o Paryżu i nauce francuskiego

Related posts

One Thought to “Paryż z mojego Instagrama. Historie pogodne w niepogodne popołudnie.”

  1. […] Paryż z mojego Instagrama. Historie pogodne w niepogodne popołudnie.  Tu zebrałam po prostu w jednen wpis luźne notki dotyczące Paryża, próbując znaleźć dla nich jakiś jeden wspólny element – punkt zaczepienia. […]

Leave a Comment